„Zmarł czterdzieści osiem godzin temu” – kontynuował Adrien, otwierając tylne drzwi. „Zostawił ci kontrolny pakiet pięćdziesięciu jeden procent udziałów w imperium Sterlinga. Jesteś obecnie warta 14,2 miliarda dolarów. Ale żeby go zdobyć, musisz zniknąć jeszcze dziś wieczorem. Jeśli Callawayowie dowiedzą się, kim jesteś, twoje życie znajdzie się w bezpośrednim niebezpieczeństwie. Musimy stąd uciekać. Natychmiast”.
Od wyrzucenia w mroźny deszcz do odziedziczenia ogromnego imperium wartego 14,2 miliarda dolarów w ciągu jednej nocy. Ale Callawayowie nie mieli pojęcia, jaka burza zmierza prosto w ich stronę. Plan ostatecznej zemsty już się rozpoczął.
Część 2
Kolejne trzy miesiące minęły w surowej, transformacyjnej mgle. Adrien zabrał mnie do silnie chronionej prywatnej posiadłości w Alpach Szwajcarskich. Aby odziedziczyć imperium warte 14,2 miliarda dolarów, testament mojego dziadka wymagał obowiązkowego, surowego sześciomiesięcznego okresu próbnego. Musiałam całkowicie wymazać Camilę i stać się „Charlie” – bystrą, wyrafinowaną, bezwzględną dziedziczką. Znosiłam nieustanne codzienne lekcje z globalnych finansów, agresywnych negocjacji korporacyjnych i cichej, brutalnej etykiety ultrabogatych. Kiedy w końcu spojrzałam w lustro pod koniec sezonu, słaba, przerażona kobieta, którą wyrzucono w deszcz, zniknęła. Patrzył na mnie drapieżnik.
Podczas mojego szkolenia Adrien dał mi nieograniczony dostęp do sieci wywiadowczej Sterlinga, abym mógł zajmować się „sprawami osobistymi” z zachowaniem ścisłej anonimowości. Szybko odkryłem, że mój były mąż doprowadzał dziedzictwo swojej rodziny do ruiny. Callaway Logistics tonęło w ogromnych, niemożliwych do spłacenia długach. Grant, zaślepiony arogancją, potajemnie defraudował fundusze firmy, by rozpieszczać Jessicę luksusowymi samochodami sportowymi i designerskimi diamentami. Stali na krawędzi całkowitego bankructwa, desperacko szukając ratunku.
Zdecydowałem się więc zostać tym ratunkiem. Tylko po to, by zacisnąć im zęby.
Za pośrednictwem Vanguard Holdings, nieuchwytnej firmy-słupka, którą teraz w pełni kontrolowałem, mój zespół prawny skontaktował się z Grantem w ostatniej chwili z cudowną ofertą ratunku wartą pięćdziesiąt milionów dolarów. Przynęta była gotowa. Wystarczyło go zwabić.
Doroczna letnia gala Callaway była idealnym miejscem do polowań. Dotarłam do ich rozległej posiadłości – tego samego domu, z którego mnie wygnano – wysiadając z eleganckiego Maybacha. Miałam na sobie efektowną, karmazynowoczerwoną suknię od projektanta, która natychmiast przyciągała uwagę, włosy ułożone w ostre, eleganckie fale, a oczy ukryte pod delikatnym, przydymionym makijażem. Kiedy weszłam do wielkiej sali balowej, cała sala ucichła. Grant i Beatrice stali przy fontannie z szampanem. Patrzyli prosto na mnie, omiatając wzrokiem moje…
Drogiej biżuterii i pewnej siebie postawy. W ogóle mnie nie poznali. Transformacja była tak całkowita, że dla nich byłem po prostu kolejnym bogatym, wpływowym nieznajomym.
Podszedłem do Granta i przedstawiłem się jako Charlie, główny przedstawiciel Vanguard Holdings. Jego oczy rozbłysły zachłanną desperacją, gdy mimochodem omawiałem ogromny pakiet ratunkowy. Prawie się ślinił, pragnąc zaimponować tajemniczemu miliarderowi-wybawcy.
„Warunki są dość surowe” – ostrzegłem go płynnie, popijając drinka. „Piętnastoprocentowe oprocentowanie i sztywna klauzula zerowej tolerancji dotycząca monitorowania wszystkich przepływów pieniężnych. Jeśli choć jeden dolar zostanie sprzeniewierzony, Vanguard ma natychmiastowe prawo przejąć całe zabezpieczenie. Dotyczy to również twojego majątku osobistego, Grant. W tym tej pięknej posiadłości”.
„To nie będzie problemem” – skłamał Grant bez wahania, a jego ogromne ego zaślepiło go na śmiertelną pułapkę. „Finanse mojej firmy są zarządzane perfekcyjnie”.
Beatrice podeszła, próbując emanować wyższością starego majątku, zupełnie nieświadoma, że kiedyś szorowałam podłogi pod jej stopami. Kiedy chwaliła się swoją kolekcją bezcennych antyków, celowo cofnęłam się, zahaczając obcasem o krawędź mahoniowego cokołu. Niezwykle rzadki, antyczny, porcelanowy wazon roztrzaskał się na tysiąc kawałków o marmurową posadzkę.