Następnego wieczoru o 18:57 zatrzymałem się przed Halą Nad Błękitnym Dunajem.
X
Bori poprawiała ramiona swojej czarnej aksamitnej sukni przy windzie.
– Masz dwadzieścia minut.
– Wystarczy.
– Jesteś pewien, że chcesz wejść sam?
– Zdecydowanie.
Słyszałem już śmiech w środku.
Kiedy otworzyłem drzwi, odwróciło się do mnie co najmniej trzydzieści osób.
Rozmowa ucichła na kilka sekund.
Réka siedziała przy stoliku przy oknie z kieliszkiem szampana w dłoni.
Ubrana była równie starannie, jak zapamiętałem: perfekcyjne włosy, mocny makijaż, efektowna sukienka. Obok niej siedział Áron z brunetką.
Podszedł do mnie mój były kolega z klasy.
– Cześć… przyszłaś z kimś?
– Nie.
– To może szukasz innego wydarzenia? Przyjęcie na dachu jest na górze.
Réka też na mnie spojrzała.
Jej wzrok przesunął się po mnie, a potem wrócił na moją twarz.
Nie poznała mnie.
– Chyba naprawdę jesteś w złym pokoju – powiedziała życzliwie.
Tym samym życzliwym głosem, którym zwykł mawiać: „Po prostu pomagam ci schudnąć”.
Położyłam torbę na jednym z pustych krzeseł.
„Nie. Jestem na właściwym miejscu”.
Áron zmrużył oczy.
Po czym nagle zamarł.
„Janka?”
Cisza.
Ktoś na drugim końcu pokoju się roześmiał.
„Nie bądź śmieszna”.
Áron wstał.
„Czy ty naprawdę… Janka Sárközi?”
„Tak”.
Nigdy nie zapomnę następnych kilku sekund.
Nie dlatego, że wszyscy na mnie patrzyli.
Ale dlatego, że po raz pierwszy w życiu nikt z nich nie wiedział, co powiedzieć.
Mina Réki była najciekawsza.
Najpierw mi się przyjrzała.
A potem znowu.
W końcu się roześmiała.
„No cóż… to niespodzianka”.
Uniosła kieliszek.
– Gratulacje z okazji utraty wagi.
W jego głosie wciąż słychać było tę dawną wyższość.
Ktoś już wyjął telefon.
– Czekaj! Zakład!
Otworzył wspólną kasę.
– Janka naprawdę się pojawiła. Wtedy wygrała druga strona.
Uśmiech Réki stał się mocniejszy.
– Dobra, dobra. Później się rozliczymy.
Spojrzałem na nią.
– Zgodnie z regulaminem, można go zamknąć natychmiast, jeśli będę osobiście obecny na miejscu.
Administrator skinął głową.
– Naprawdę.
Kilka stuknięć.
Na ekranie pojawił się napis:
„Zakład zamknięty”.
Ludzie wokół nas zaczęli rozmawiać jednocześnie.
Réka odstawiła szampana.
– Naprawdę chcesz na tym zarobić?
– Ty to zacząłeś.
– Janka, to tylko gra.
– Napisałeś wczoraj, że zakład to zakład.
Nie odpowiedział.
Wtedy Áron podszedł.
Zobaczyłem w nim tę dziwną niepewność, którą odczuwają ludzie, gdy przez lata tkwili w jednej roli, a nagle z niej znikają.
Rozłożył ramiona.
– Dobrze. Obiecałem uścisk.
Nie ruszyłem się.
Niektórzy się roześmiali.
Áron uśmiechnął się zawstydzony.
– Co teraz?
– Nic.
– A potem?
Treści promowane
Herbeauty
Brainberries
Brainberries
– Napisałeś wczoraj, że to wszystko to był tylko żart.
Jego dziewczyna spojrzała na niego.
Uszy Árona zaczęły czerwienieć.
– Nie miałem tego na myśli.
– Miałeś dokładnie to na myśli.