CZĘŚĆ 1
Rok wcześniej myślałam, że otrzymanie nerki od zupełnie obcej osoby będzie najdziwniejszą rzeczą, jaka mi się kiedykolwiek przytrafiła.
Potem wyszłam za mąż za mężczyznę, który mi ją dał.
I zaledwie kilka minut po tym, jak zostaliśmy mężem i żoną, Nathan pochylił się ku mnie i wyjawił mi jedyną prawdę, którą powinien był mi powiedzieć na długo przed tym, zanim powiedziałam „tak”.
Moje nerki niespodziewanie zaczęły szwankować, gdy miałam trzydzieści jeden lat. Do tego czasu uważałam się za zdrową. Nagle moje życie kręciło się wokół badań krwi, dializ, alarmów o lekach i szpitalnych poczekalni. Moja rodzina została przebadana pod kątem potencjalnych dawców, ale nikt nie był zgodny.
Dwa miesiące później mój lekarz wszedł na dializę z nietypową wiadomością.
„Znaleźliśmy żywego dawcę”.
Wpatrywałam się w niego.
„Kto?”
„Mężczyzna o imieniu Nathan”.
Nigdy wcześniej nie słyszałam tego imienia.
Trzy dni później Nathan wszedł do sali konferencyjnej szpitala z dwoma filiżankami.
„Herbata czy kawa?”
„Kawa. Mocna”.
Podał mi jedną i usiadł naprzeciwko.
„Dlaczego to robisz?”
Nathan lekko się uśmiechnął.
„Miło mi cię poznać”.
„Mówię poważnie. Nie znasz mnie”.
Wyjaśnił, że Mara, nasza wspólna znajoma, powiedziała mu o moim stanie. Zdecydował się na badania, odkrył, że jest kompatybilny i kontynuował proces.
„Tysiące ludzi potrzebuje nerek. Dlaczego ja?”
Spojrzał na swoje dłonie.
„Bo kiedy wiedziałem, że mogę ci pomóc, odejście wydawało się jak decyzja o odmowie”.
To było jedyne wyjaśnienie, jakie podał.
W ciągu kolejnych tygodni Nathan wykonał kolejne badania i podpisał niezliczone formularze. Każdy etap dawał mu kolejną szansę na przemyślenie sprawy.
Nigdy tego nie zrobił.
Rano w dniu operacji zastał mnie płaczącą za szpitalną zasłoną.
„Miałaś być tą odważną”.
„Jesteś idiotą, który oddaje nerkę”.
„Jedną nerkę”.
„Nadal idiotą”.
Uśmiechnął się.
„Więc jesteś mi coś winien”.
„Co?”
„Wykorzystaj ją dobrze”.
Przeszczep zadziałał. Moja nowa nerka zaczęła funkcjonować niemal natychmiast, a Nathan wyzdrowiał na tyle szybko, że w ciągu kilku dni zaczął mnie irytować. Wszedł do mojego pokoju w szpitalnym pokoju w absurdalnych skarpetkach i niosąc pudding, którego nie powinien był jeść.
„Wyglądasz okropnie”.
„Oddałeś nerkę, a nie swoje maniery”.
„Moje maniery nigdy nie zostały zatwierdzone przez medycynę”.
Po wypisaniu ze szpitala Nathan wciąż pojawiał się w moim życiu. Czasami przynosił zakupy, czasami książki, a raz przyniósł paproć, którą omal nie zabiłem w ciągu tygodnia.
„Uratowałeś mi życie, a teraz zadajesz pracę domową?”
„Utrzymaj roślinę przy życiu. Potraktuj to jako rehabilitację”.
Nasza przyjaźń narodziła się niemal przypadkowo. Mieliśmy już coś wspólnego, zanim dowiedzieliśmy się o sobie zwykłych rzeczy. Wkrótce wiedziałam, jak pije kawę, jakich filmów nienawidzi i jak zawsze zatrzymywał się, żeby pomóc obcym, nawet gdy nikt go nie prosił.
Wtedy przyjaźń stała się czymś innym.
Zaczęłam chcieć, żeby Nathan był przy mnie, nawet gdy niczego od niego nie potrzebowałam.
Pewnego deszczowego wieczoru staliśmy pod markizą przed moim mieszkaniem.
„Wiesz, że możesz przestać mi dziękować” – powiedział.
„Nie podziękowałem ci dzisiaj”.
„Twoja twarz już podziękowała”.
„Niegrzeczny”.
„Dokładnie”.
Miesiąc po przeszczepie Nathan pojawił się w moim mieszkaniu po zmroku. Tym razem nie miał przy sobie zakupów, książek ani żartów.
„Mogę wejść?”
Siedział przy moim kuchennym stole, wpatrując się w umierającą paproć.
„Co się stało?” – zapytałam.
„Moi lekarze znaleźli coś podczas wizyty kontrolnej”.
Ścisnął mi się żołądek.
„Z powodu donacji?”
„Nie. Zupełnie bez związku.”
Potem spojrzał mi prosto w oczy.
„To rak.”
Lekarze wykryli agresywną postać raka podczas badań po donacji. Leczenie mogłoby przedłużyć mu życie, ale nie mówili o wyleczeniu.
„Jak długo?”
„Nie wiedzą.”
Nathan wyciągnął rękę przez stół i wziął mnie za rękę.
„Nie chcę spędzić reszty czasu w samotności.”
„Nie spędzisz.”
Zaśmiał się cicho.
„Uważnie.”
„Mówię poważnie.”
„Ja też.”
Potem sięgnął do kieszeni płaszcza i położył małe pudełeczko na pierścionek obok umierającej paproci.
Wpatrywałam się w niego.
„Nathan.”