Nawet Adrien.
Nawet Madame Madeleine zdawała się zawiesić swój żal, by usłyszeć prawdę.
Camille zbyt późno zrozumiała, co właśnie powiedziała.
Próbowała się poprawić.
„Miałam na myśli… to, czego potrzebowała”.
Ale to nic nie dało.
Adrien spojrzał na nią tak, jak patrzy się na nieznajomego odkrytego w sercu własnego domu.
„Dlaczego?”
Camille zacisnęła usta.
„Bo nigdy by cię nie puściła”.
„Więc ją otrułeś?”
„Nie otrułem jej”.
„To powiedz mi, co to było”.
Camille zamilkła.
A w tej ciszy odpowiedź już była.
Adrien wezwał pomoc.
Mówił z dziwną, mechaniczną precyzją, jakby każde słowo było jedyną rzeczą, która ratowała go przed upadkiem.
Zadzwonił po karetkę.
Zadzwonił na policję.
Podał im adres.
Wyjaśnił, że podejrzewa długotrwałe zatrucie.
W trakcie mówienia Camille zaczęła się cofać.
Powoli.
W kierunku drzwi prowadzących do ogrodu.
Nadine zobaczyła ją pierwsza.
„Wychodzi!”
Adrien się rozłączył i pobiegł w jej stronę.