„Wybacz mi, mamo”.
Madame Madeleine bardzo powoli otworzyła oczy.
Patrzyła na niego przez długi czas.
Jakby zastanawiała się, czy ma jeszcze dość sił, by go utrzymać.
Potem, ledwo głaskając go po włosach,
„Widzę, że wróciłeś” – mruknęła.
To zdanie zdruzgotało go bardziej niż jakikolwiek wyrzut.
Bo nie było w nim oskarżenia.
Tylko znużona czułość.
Łaska, na którą, jak sądził, nie zasługiwał.