Ale to dało się wyczuć.
Jak owoc gnijący od środka, a jego skórka wciąż wygląda na gładką.
„No dalej, Madeleine, jeszcze tylko jedna łyżeczka” – powiedziała Camille, przechylając talerz z niemalże idealną cierpliwością.
„Nie chcę… piecze mnie w żołądku” – mruknęła staruszka.
„To normalne. Lekarz powiedział, że absolutnie nie wolno ci przerywać jedzenia”.
Żaden lekarz tego nie powiedział.
Nadine wiedziała, bo kilka tygodni wcześniej towarzyszyła Madame Madeleine w jej gabinecie lekarskim.
Zalecił badania.
Odpoczynek.
Ciągłą obserwację.
Nie ten codzienny rosół, który zawsze miał ten sam gorzki smak.
Nie te krople dodawane do ziołowej herbaty.
Nie te tabletki w nieoznakowanych butelkach.
Pewnego popołudnia, płucząc naczynia, Nadine dostrzegła plecy Camille, tuż przy kuchennym blacie.
Usłyszała, jak otwiera szufladę.
A potem kolejną.
Następnie mała butelka brzęknęła o marmurowy blat.
Camille spojrzała w prawo.
Potem w lewo.