Otworzyła butelkę.
Wkropliła dwie krople do miski zupy.
Powoli zamieszała.
Po czym uśmiechnęła się do siebie.
Serce Nadine waliło tak mocno, że myślała, że ktoś ją usłyszy.
Cofnęła się, zanim ktokolwiek mógł ją zobaczyć, i zamarła za ścianą, a piana z płynu do mycia naczyń prześlizgiwała się między jej palcami.
Tej nocy nie spała.
Następnego dnia chciała porozmawiać.
Podeszła do Adriena, który poprawiał krawat przed dużym lustrem w przedpokoju.
„Panie Adrienie… Sądzę, że pańska matka…”
Nie zdążyła dokończyć.
Camille pojawiła się za nim z filiżanką kawy.
„Nadine, czy mogłaby pani sprawdzić, czy kurier zostawił paczkę przy bramie?” zapytała delikatnie.
Ton był ten sam co zawsze.
Łagodny.
Ale ostry.
Nadine posłuchała.
A Adrien wyszedł, nie słysząc ani słowa.
Tygodnie mijały.
Pani Madeleine nie schodziła już do ogrodu.