Nie z przywództwem w klubie biznesowym i stażami z tradycją. Z biologią AP, chemią środowiskową, statystyką, studiami indywidualnymi na poziomie uniwersyteckim, dyscypliną międzynarodową i projektem badawczym na temat rekultywacji terenów podmokłych, który nazywała „pracą domową z bagien”.
Jego sukces nie potwierdził jej standardów. On je obnażył.
„Zniszczyła suknię, gdy się o tym dowiedziała” – powiedziałem.
Vera zacisnęła usta. „To by się zgadzało”.
„Czego jeszcze nie wiem?”
Dyrektorka przyglądała mi się przez chwilę, jakby zastanawiała się, czy gniew czyni mnie godnym zaufania. W końcu otworzyła szufladę i wyjęła teczkę.
„Candace od dwóch lat próbuje ograniczyć finansowanie programu nauk o środowisku. Nazywa to pobłażliwością. Próbowała też zablokować Drewowi studia niezależne na uniwersytecie”.
„Ona co?”
„Twierdziła, że stwarza to odpowiedzialność i faworyzuje studentów mających kontakty zewnętrzne”.
„Drew zasłużył na to miejsce”.
„Wiem. Profesor Stevens wyraził się o tym bardzo jasno.”
Oparłem się o krzesło, czując, jak wściekłość zmienia się w coś chłodniejszego.
Candace nie tylko krytykowała Drewa w domu. Działała od środka, żeby zamknąć drzwi, przez które próbował przejść.
Vera złożyła ręce na biurku. „Co planujesz, Steven?”
„Chcę, żeby dziś wieczorem wyszedł. Chcę, żeby wygłosił przemówienie. Chcę, żeby wszyscy na tej sali zobaczyli, co ona próbowała ukryć”.
“Dobry.”
Jej odpowiedź nadeszła tak szybko, że aż się uśmiechnąłem.
„Chcę też, żeby zmieniono czas” – powiedziałem. „Jeśli to możliwe”.
Brwi Very uniosły się.
„Nie ogłaszajcie prymuski przed formalną częścią wręczenia wyróżnień akademickich. Niech Candace siedzi tam, wierząc, że nie przyszedł. A potem niech patrzy, jak wchodzi. Niech patrzy na ceremonię wręczenia nagród. Niech powoli zrozumie, że jest wszystkim, czym według niej nie był”.
Twarz Very się zmieniła.
To nie był do końca uśmiech.
To było o wiele bardziej niebezpieczne.