Lynn znów nachyliła się do niej, szepcząc coś natarczywie. Candace nie odpowiedziała.
Potem przyszły kolejne nagrody.
MVP biegów przełajowych. Drew Griffin.
Wyróżnienie za działalność społeczną na rzecz odnowy środowiska. Drew Griffin.
Nagroda Dyrektora za Przywództwo. Drew Griffin.
Za każdym razem brawa rosły. Jego koledzy z drużyny wstali i bili brawo po trzeciej nagrodzie. Kilku nauczycieli klaskało z widoczną dumą. Rodzice wokół mnie zaczęli szeptać jego imię, sprawdzać programy, pytać się nawzajem: „Który to?”.
Candace siedziała nieruchomo, zaciskając usta i składając dłonie na kolanach tak mocno, że aż zbielały jej kostki.
A potem przyszły wyróżnienia akademickie.
Vera wróciła na podium. Nie spieszyła się z układaniem papierów. Podziwiałem ją.
„To dla mnie zaszczyt” – powiedziała – „uhonorować dwie studentki, które osiągnęły najwyższe wyniki w nauce w klasie maturalnej”.
Candace się wyprostowała.
Wiedziała, że Meredith Bird jest w grze. Wszyscy wiedzieli. Meredith miała CV, którym rodzice chwalili się na półkach w supermarketach: przewodnicząca komisji debat, konkursy pianistyczne, samorząd uczniowski, wczesne przyjęcie do Princeton. Erin Bird, jej matka i rywalka Candace w radzie szkolnej, siedziała po drugiej stronie przejścia z uniesionym już aparatem.
„Naszą najlepszą wychowawczynią” – oznajmiła Vera – „jest Meredith Bird, która ukończyła szkołę ze średnią ocen 4,17”.
W pokoju wybuchła wrzawa.
Meredith wyglądała na autentycznie zachwyconą, wstając. Erin Bird zerwała się na równe nogi, błyskając fleszem, z triumfującą miną. Candace klaskała grzecznie, ale w jej oczach widziałam wyrachowanie.
Jeśli Meredith była druga, ktoś ją pokonał.
Nie Drew. Candace nie pozwoliła sobie jeszcze o tym myśleć.
Meredith wygłosiła piękną mowę o przyjaźni, niepewności i odwadze. Była pełna wdzięku i opanowania. Od razu ją za to polubiłam. Kiedy skończyła, rozległy się gromkie brawa.
Następnie Vera wróciła do mikrofonu.
„Nasz prymus” – powiedziała – „ukończył studia ze średnią ocen 4,20. Ukończył liczne kursy Advanced Placement, niezależne badania naukowe na poziomie uniwersyteckim i wykazał się przywództwem w nauce, sporcie i działalności społecznej. Proszę, dołączcie do mnie i gratuluję Drew Griffinowi”.
Przez chwilę w audytorium zapadła cisza.
A potem nastąpiła eksplozja.
Koledzy Drewa z klasy wstali pierwsi. Koledzy z drużyny biegów przełajowych krzyczeli jego imię. Klub ekologiczny klaskał i tupał. Nauczyciele wstali. Rodzice poszli w ich ślady, bo oklaski są zaraźliwe, kiedy są zasłużone.
W audytorium rozległ się grzmot.
Twarz Candace zbladła.
Nie blady. Biały.
Jej usta lekko się otworzyły. Lynn chwyciła ją za ramię. Roger wstał.
To mnie zaskoczyło.
Roger Lang, który przez lata traktował Drewa jak nieco rozczarowującą gałąź drzewa genealogicznego, stał w pierwszym rzędzie i bił wnukowi brawo.
Drew podszedł do podium.
Odłożył przemówienie na mównicę, poprawił mikrofon i rozejrzał się po sali. Na chwilę jego wzrok spotkał się z moim.
Skinąłem głową.
Wciągnął powietrze.