Aż pewnego wieczoru, kiedy próbowałam zasnąć, a z kuchni dochodziło to monotonne kapanie, wstałam, zapaliłam światło i stanęłam przed zlewem. Odkręciłam szafkę pod spodem. Rury. Jakieś zawory.
Zakręciłam jeden na próbę. Woda przestała lecieć. Ale przestała lecieć w ogóle – i ciepła, i zimna. Odkręciłam z powrotem, woda znów kapała. Ale coś się zmieniło. Dotknęłam czegoś, co działało. I nic się nie zepsuło.
Następnego dnia pojechałam do marketu budowlanego. Pierwszy raz w życiu sama. Stałam w alejce z armaturą jak w obcym kraju, czytając napisy na opakowaniach. Młody chłopak w pomarańczowym fartuchu zapytał, czy pomóc. Wytłumaczyłam mu, że kran kapie. Pokazał mi uszczelkę za kilka złotych i filmik na telefonie, jak ją wymienić. Dziesięć minut.
Wróciłam do domu, rozkręciłam baterię kluczem, który znalazłam w szufladzie Bogdana – jedynym narzędziu, które zostawił, bo go nie zauważył. Wymieniłam uszczelkę. Kran przestał kapać.
Siedziałam na podłodze w kuchni z brudnymi rękami i płakałam. Nie ze smutku. Z wściekłości. Trzydzieści lat. Trzydzieści lat wierzyłam, że nie dam rady. Bo Bogdan wierzyłam bardziej niż sobie.
Potem było malowanie. To przyszło samo – ściany w przedpokoju były brudnoszare od lat, Bogdan zawsze mówił, że pomaluje, kiedy znajdzie czas. Czas nigdy się nie znajdował. Kupiłam farbę, wałek, folię, taśmę malarską.
Obejrzałam trzy filmy w internecie. Magda nauczyła mnie wklejać linki w przeglądarkę. Malowałam dwa weekendy. Krzywo. Nierówno. Z zaciągnięciami przy suficie. Ale ściany były białe. Czyste. Moje.
Po malowaniu przyszła półka. Ta dziura po starej półce Bogdana patrzyła na mnie ze ściany jak wyrzut. Kupiłam kołki, wkręty, nową półkę z IKEI. Przewierciłam ścianę wiertarką, którą pożyczyła mi sąsiadka z drugiego piętra, Krysia – emerytowana nauczycielka, która sama mieszka od piętnastu lat i sama wyremontowała łazienkę.
– Jak ty to robisz? – zapytałam ją kiedyś, stojąc w jej mieszkaniu, w którym wszystko lśniło.
– Robię – odpowiedziała Krysia. – Po prostu robię. Najpierw źle, potem lepiej. Nikt się nie rodzi z wiertarką w ręku.
Przez następne miesiące wymieniłam armaturę w łazience. Całą. Nowa bateria umywalkowa, nowy prysznic, nawet nowy uchwyt na papier toaletowy, bo stary był pordzewiały i Bogdan przywiązał go drutem. Hydraulik pomógł mi z podłączeniem, ale resztę zrobiłam sama. Krysia pożyczyła mi klucz nastawny i pokazała, jak uszczelniać gwint taśmą teflonową.