– Wiem.
Rozłączyłam się. Usiadłam przy kuchennym stole i patrzyłam na kubek Henryka – ten z napisem “Najlepszy tata”, który Marcin kupił mu piętnaście lat temu na Dzień Ojca. Stał na swoim miejscu, obok ekspresu, czysty, nieużywany od marca. Nie miałam siły go ruszyć.
Przez następne tygodnie żyłam podwójnie. Na zewnątrz – wdowa, która radzi sobie dzielnie. Synowie dzwonili, siostra zapraszała na obiad, koleżanki z pracy przynosiły ciasto i współczucie. W środku – kobieta, która nie wiedziała, co zrobić z trzydziestoma trzema latami, które nagle wyglądały inaczej niż myślała.
Bo Henryk nie był złym mężem. To właśnie było najgorsze. Nie pił, nie krzyczał, naprawiał cieknący kran bez przypominania, w każdą rocznicę kupował tulipany, bo wiedział, że wolę je od róż. Chodził ze mną na cmentarz do moich rodziców. Pamiętał o imieninach teściowej. Był ciepły, cichy, niezawodny.
I jednocześnie – przez trzy lata pisał do innej kobiety “Ja też tęsknię”.
Nie powiedziałam synom. Nie powiedziałam siostrze. Nie powiedziałam nikomu. Po co? Henryka nie ma, Agata jest obcą kobietą, a prawda nic by nie naprawiła – tylko zburzyła obraz ojca, którego synowie kochali. Miałam prawo do złości, ale nie miałam prawa niszczyć im tego, co po nim zostało.
Telefon w końcu wyłączyłam i schowałam do pudełka z jego dokumentami. Nie skasowałam wiadomości. Nie wiem dlaczego. Może kiedyś wrócę do nich i poczuję coś innego niż teraz. A może nie wrócę nigdy.
Jest czerwiec. Pelargonie na balkonie kwitną, bo Łukasz przejął podlewanie. Kubek Henryka stoi na swoim miejscu. Zdjęcie z Kazimierza wisi na lodówce. Życie wygląda tak samo jak przedtem, tylko ja wiem coś, czego wtedy nie wiedziałam.
Że można kogoś kochać trzydzieści trzy lata i nie znać go wcale.