Wokół niej starannie dobrana grupa modelek – eleganckich, wysokich i ubranych w designerskie suknie – poruszała się niespokojnie. Richard zaprosił je w konkretnym celu: by pomogły Amelii wybrać kobietę, którą mogłaby zaakceptować jako swoją nową matkę. Jego żona, Elena, zmarła trzy lata wcześniej, pozostawiając pustkę w życiu Richarda i w sercu jego córki. Wierzył, że blask, uroda i urok uwiodą Amelię. Ale ona spojrzała dalej niż diamenty i jedwab… i wybrała kobietę w prostej czarnej sukience i białym fartuchu.
Clara, wstrząśnięta, chwyciła się za pierś. „Ja? Amelia… nie, ja jestem tylko…”
„Jesteś dla mnie dobra. Opowiadasz mi bajki wieczorami, kiedy tata jest bardzo zajęty. Chcę, żebyś była moją mamą” – powiedziała Amelia niewinnym, ale stanowczym głosem.
Modelki podskoczyły. Dwie z nich podniosły dłonie do ust, rzucając Richardowi niespokojne spojrzenia. Jego szczęka zacisnęła się, gdy wpatrywał się w Clarę, szukając na jej twarzy śladów ambicji czy manipulacji. Ale Clara była równie zszokowana jak on.
Richard zbudował swoje imperium na kontroli, strategii i władzy. A jednak jego córka właśnie podjęła decyzję, która przerosła wszelkie jego oczekiwania.
I po raz pierwszy od lat Richard nie wiedział, co odpowiedzieć.
Po tym szokującym oświadczeniu, wieść rozeszła się lotem błyskawicy po rezydencji. Służące szeptały na korytarzach, modelki wychodziły upokorzone, a Richard zamknął się w gabinecie do późnej nocy. Wyobrażał sobie, że przedstawi Amelię wyrafinowanej kobiecie z wyższych sfer, zdolnej błyszczeć na balach charytatywnych i kolacjach biznesowych. Nie Clarę, pokojówkę zatrudnioną do polerowania sreber i pomagania Amelii w obowiązkach domowych.
Ale Amelia była uparta. „Jeśli nie pozwolisz mu zostać, nie będę już z tobą rozmawiać” – oznajmiła przy śniadaniu, ściskając w dłoniach szklankę soku pomarańczowego.
Clara próbowała interweniować. „Panie Lancaster, proszę. Amelia to tylko dziecko. Ona nie rozumie…”
Richard przerwał jej ostro. „Ona nic nie wie o świecie, w którym żyję. O odpowiedzialności. O pozorach”. Jego spojrzenie stwardniało. „Ty też nie”.