Wiktor rzucił telefon na stół.
Zaczęło się odtwarzać nagranie z Aleksandrem.
Boris wpatrywał się w ekran bez mrugnięcia okiem.
Kiedy nagranie się skończyło, w biurze zapadła cisza.
„Stare nagranie” — powiedział. „Aleksander zawsze był dobrym aktorem”.
„Wiedział o tych kontach”.
„Mógł je sam zrobić”.
„Znał nazwiska dwóch policjantów”.
„Wszyscy w organizacji ich znali”.
„Wiedział o Elenie”.
To nazwisko zmieniło twarz Borisa.
Na chwilę.
Ale Wiktor to zobaczył.
„Więc żyje” — powiedział Borys.
„Nie powiedziałem tego”.
„Nie było potrzeby”.
Sięgnął pod kurtkę.
Wiktor już trzymał w ręku pistolet.
„Powoli”.
Boris uniósł ręce.
„Zamierzasz mnie nakręcić dla nagrania z martwym człowiekiem?”
„Nie. Pozwolę ci mówić.”
„O czym?”
„O starym domu mojej matki.”
Spojrzenie Borisa się zmieniło.
To było wystarczające potwierdzenie.
Sejf istniał.
„Moi ludzie już tam są” – skłamał Viktor.
Boris uśmiechnął się.
„Nikogo nie wysłałeś. Nie wiesz, komu możesz zaufać.”
„Zgadza się.”
„Właśnie dlatego mnie potrzebujesz.”
„Potrzebowałem człowieka, który porwał mojego brata przez pięć lat?”
„Utrzymywałem cię przy życiu.”
„Dając Markowowi moją trasę?”
„Zabójstwo musiało być kontrolowane. Tylko ostrzeżenie.
„Trzech moich ludzi zginęło.”
„To nie było zaplanowane.”
„A Aleksander?”
Boris westchnął.
„Nie znał się na biznesie. Chciał wszystko ujawnić. Ujawnić konta, nazwiska, polityków. Zniszczyłby nas”.
„Więc go zabił”.
„Nie”.
„Gdzie on jest?”
Boris zamilkł.
Wiktor podszedł bliżej.
„Gdzie jest mój brat?”
— Gdyby nie żył, byłoby lepiej
sno.
Te słowa zmieniły wszystko.
— On żyje.
— Był.
— Co znaczy „był”?
Boris powoli usiadł.
— Trzymałem go w domu za miastem. Chciałem, żeby podpisał zeznanie, że pracuje dla Markowa. Potem wyślę go gdzieś daleko.
— Pięć lat?
— Po kilku pierwszych miesiącach nie mogłem go puścić.
— Gdzie on teraz jest?
— Uciekł sześć tygodni temu.
Wiktor poczuł, jak krew dudni mu w uszach.
— Dlaczego mi nie powiedziałeś?
— Bo zrozumiałbyś wszystko.
— Gdzie go trzymali?
Boris uśmiechnął się bez radości.
— Jeśli mnie zabijesz, nigdy go nie znajdziesz.
— Nie muszę cię zabijać.
Drzwi do biura się otworzyły.
Weszło trzech mężczyzn.
Boris uśmiechnął się, myśląc, że to jego.
Potem zobaczył, że ich broń jest wycelowana w niego.
Na czele jechał Stefan, stary kierowca ich ojca – człowiek, którego Boris uważał za zbyt starego i bezużytecznego.
„Od jak dawna?” zapytał Boris.
„Od dnia, w którym Aleksander zostawił mi kopię rachunków” – odpowiedział Stefan.
Boris zbladł.
„Dlaczego nie dałeś ich Wiktorowi?”
„Bo nie wiedziałem, czy już go sobie przybrałeś.”
Wiktor przyjął cios bez protestu.
To było sprawiedliwe.
„Zabierz go” – rozkazał.
„Gdzie?” zapytał Stefan.
„W piwnicy. Żadnej przemocy. Chcę, żeby mówił.”
Boris się roześmiał.
„Nie znajdziecie Aleksandra. Jeśli jeszcze żyje, nienawidzi was bardziej niż ja.”
„Dlaczego?”
„Bo ufaliście mi przez pięć lat i nie szukaliście go wystarczająco dobrze.”
Słowa zapadły głęboko w pamięć.
Wiktor nie okazywał bólu.
— Zabierzcie go.
Dom, w którym przetrzymywano Aleksandra, znajdował się w górach, cztery godziny drogi od miasta. Kiedy ludzie Wiktora tam dotarli, znaleźli łańcuchy, zapasy medyczne i ściany z datami.
Była krew.
Ale Aleksandra już nie było.
Znaleźli notatnik w piwnicy.
Na pierwszej stronie widniał napis:
„Jeśli Wiktor kiedykolwiek przyjdzie, powiedz mu, że najboleśniejsze jest to, że nie został pojmany. To myśl, że mój brat nawet nie wątpił w moją śmierć”.
Wiktor przeczytał zdanie kilka razy.
Usiadł na brudnej podłodze.
Po raz pierwszy od wielu lat nie przejmował się, kto widzi go słabym.
Tego wieczoru wrócił do Eleny i Mili w hotelu.
Mila podbiegła do niego.
„Oddałam cię” — powiedziała. „Dzień się skończył”.
Uklęknął przed nią.
„A co, jeśli nie będę chciała wrócić?”
Dziewczynka przechyliła głowę.
— Chcesz jeszcze jeden dzień?
— Może więcej.
Elena stała przy oknie.
— Znalazłaś go?
— Żył jeszcze sześć tygodni temu. Uciekł.
Przycisnęła dłoń do ust.
— Żyje?
— Tak.
— Jesteś pewna?
— Boris potwierdził. Znaleźliśmy to miejsce.
Elena zaczęła płakać.
Mila spojrzała na matkę ze strachem.
— Czemu płaczesz?
Elena uklękła.