Uklękłam obok niej. „Jesteś ranna?”
„Moja kostka” – wyszeptała. „Upadłam, próbując dosięgnąć tej najwyższej półki. Drzwi się zamknęły, a zamek się zaciął”.
„Jak długo tu jesteś?”
„Może godzinę”.
Gniew i ulga ogarnęły mnie jednocześnie.
„Gdzie jest Alex?”
„Poszedł do apteki”.
„I zostawił cię samą?”
Dorothy zmarszczyła brwi. „Nie wiedział, że tu zeszłam”.
Pomogłam jej usiąść wygodniej, a potem wyciągnęłam telefon. Zanim zdążyłam wezwać karetkę, drzwi wejściowe na górę zatrzasnęły się z hukiem.
„Dorothy?” krzyknął Alex.
Jego kroki dudniły po całym domu.
Kiedy pojawił się na dole schodów, zbladł. Papierowa torba z apteki wyślizgnęła mu się z ręki.
„Co się stało?”
„Zostawiłeś 83-letnią kobietę samą w domu, gdzie mogła spaść” – warknęłam.
Wpatrywał się w Dorothy, po czym rzucił się w naszą stronę.
„Nie było mnie 20 minut”.
„To wystarczyło”.
„Greta” – ostrzegła Dorothy.
Alex uklęknął obok niej. Jego ręce drżały, gdy sprawdzał jej kostkę.
„Przepraszam” – powiedział. „Powinienem był ci powiedzieć, żebyś tu nie schodziła”.
„Mówiłaś mi” – przyznała Dorothy. „Kilka razy”.
Na chwilę zamknął oczy, jakby i tak obwiniał siebie.
Zawołałam o pomoc. Podczas gdy czekaliśmy, Alex podłożył złożony koc pod nogę Dorothy i przemówił do niej cichym, spokojnym głosem.
„Zostań ze mną, Dot. Ratownicy medyczni już jadą”.
„Nie umieram” – mruknęła.
„Wiem”.
„To przestań patrzeć na mnie, jakbym umierała”.
Zacisnął usta i zdałam sobie sprawę, że walczy ze łzami.
Ratownicy medyczni stwierdzili, że Dorothy mocno skręciła kostkę, ale jej nie złamała. Zanieśli ją na górę i położyli na kanapie, ponieważ odmówiła pójścia do szpitala.
Kiedy wyszli, zwróciłam się do Alexa.
„Co tu się dzieje?”
Spojrzał na Dorothy, zanim odpowiedział.
„Powinna ci powiedzieć”.
Dorothy westchnęła. „Usiądź, Greta”.
Ja nadal stałam.
„Nie. Od tygodni zastanawiam się, czy jesteś bezpieczna. Przestałaś odbierać moje telefony. On ma klucz do twojego domu. Nie wychodziłaś na zewnątrz, a twoje wiadomości nawet nie brzmią jak twoje”.
„Nie były moje” – powiedziała.
Ściskało mnie w żołądku.
Alex uniosła obie ręce. „Prosiła mnie, żebym je wysłała”.
„Dlaczego?”
„Bo się wstydziłam” – odpowiedziała Dorothy.
Jej wzrok padł na spuchniętą kostkę.
Miesiąc wcześniej
Eee, przesyłka, którą przyniósł jej Alex, zawierała artykuły dla dorosłych na nietrzymanie moczu. Dorothy zamówiła je po kilku wypadkach, ale wstydziła się powiedzieć mi, że jej stan zdrowia się pogarsza.
„Kiedy Alex przyjechał, pudełko pękło” – wyjaśniła. „Wszystko spadło na werandę”.
Spodziewała się, że się roześmieje albo będzie się gapił.
Zamiast tego po cichu zebrał rzeczy, wniósł je do środka i zapytał, czy czegoś jeszcze potrzebuje.
Alex odwrócił wzrok, gdy Dorothy kontynuowała.
„Zauważył, że nie mam jedzenia w lodówce. Udawałam, że radzę sobie lepiej, niż było w rzeczywistości”.
Alex wrócił po swojej zmianie z zupą, chlebem i owocami. Następnego dnia przyszedł naprawić poluzowaną poręcz. Potem naprawił cieknący kran i wymienił światło w piwnicy.
„Więc się w nim zakochałaś?” – zapytałam.