Chloe spojrzała na wyciszony telewizor zamontowany na ścianie w jej biurze. Moja twarz była przyklejona do ekranu, ściskałem dłonie światowym liderom. W przypływie mdłości uświadomiła sobie, że jej ciężko wywalczony status „młodszego współpracownika”, tytuł, którym posługiwała się jak maczugą, by mnie pokonać, jest teraz całkowicie zdany na łaskę kobiety, którą zaledwie kilka godzin temu nazywała „mieszkańcem piwnicy”.
Nie odbierałem ich rozpaczliwych telefonów. Nie odpowiadałem na ich desperackie, schlebiające SMS-y. Moja obecność była wszędzie – na każdym ekranie, w każdej gazecie, dyktując warunki na globalnych rynkach – ale pozostałem dla nich duchem, rozmontowując ich misternie skonstruowane życie z zimną, bezduszną skutecznością algorytmu.
W gorączkowej próbie znalezienia kontaktu Linda pobiegła do garażu, desperacko pragnąc znaleźć cokolwiek, co zostawiłem. Ukryta za stertą starych opon zimowych, ochrona przeoczyła pojedyncze, zakurzone kartonowe pudło. W środku Linda znalazła zniszczony skórzany pamiętnik z dokładnie roku, w którym rzuciłem Harvard.
Przewróciła stronę na pierwszą stronę, jej wzrok błądził po wyblakłym atramencie.