— To raport działu audytu. Przez ostatnie dwa lata Natalia Wiśniewska fałszowała dane dotyczące kosztów badań klinicznych.
Natalia zesztywniała.
— To kłamstwo!
— Naprawdę?
Mecenas włączył projektor.
Na ekranie pojawiły się przelewy.
Ukryte premie.
Prywatne konta.
Fałszywe podpisy.
Natalia osunęła się z powrotem na krzesło.
Aleksander patrzył na ekran z niedowierzaniem.
— Natalia… co to jest?
Po raz pierwszy od czterech lat kobieta nie potrafiła nic odpowiedzieć.
Łzy napłynęły jej do oczu.
Ale tym razem nikt jej nie współczuł.
Spojrzałam prosto na Aleksandra.
— Wiesz, co jest najśmieszniejsze?
Mój głos był spokojny.
— Gdybyś tamtego dnia zapytał choć raz, dlaczego weszłam do sali konferencyjnej… wszystko mogło wyglądać inaczej.
Ale on wolał chronić kobietę, którą sam sobie stworzył.
Kosztem własnej żony.
Kosztem całej firmy.
Przez kilka sekund Aleksander patrzył na mnie tak, jakby dopiero teraz naprawdę mnie zobaczył.
— Zofia… ja…
— Za późno.
Odwróciłam się do udziałowców.
— Zgodnie z większością głosów składam wniosek o natychmiastowe odwołanie Aleksandra Lewandowskiego ze stanowiska prezesa zarządu.
Cisza trwała tylko chwilę.
Potem kolejno zaczęły podnosić się ręce.
Jedna.
Druga.
Trzecia.
W końcu… wszystkie.
Twarz Aleksandra całkowicie pobladła.
— Nie możecie tego zrobić!
— Już zrobiliśmy — odpowiedział chłodno przewodniczący rady.
Kilka minut później ochrona weszła do sali.
Tym razem jednak nie po mnie.
Natalia zaczęła płakać i próbowała tłumaczyć się chaotycznie.
Ale nikt już jej nie słuchał.
Kiedy ochroniarze wyprowadzali Aleksandra, nagle wyrwał się i spojrzał na mnie desperacko.
— Zofia! Ja naprawdę cię kochałem!
Uśmiechnęłam się lekko.
Smutno.
Chłodno.
— Ale bardziej kochałeś własną dumę.
Po tych słowach odwróciłam się i wyszłam z sali konferencyjnej.
Bez zawahania.
Bez oglądania się za siebie.
Trzy miesiące później rozwód został oficjalnie zakończony.
NowakMed podpisał nową umowę strategiczną pod moim przewodnictwem.
Wartość firmy wzrosła dwukrotnie.
A Aleksander Lewandowski?
Podobno próbował wrócić do branży.
Ale nikt nie chciał zatrudnić człowieka, który własnoręcznie zniszczył jedyną osobę zdolną utrzymać jego imperium przy życiu.