Mój bogaty mąż, na oczach wszystkich członków zarządu, rozkazał czterem ochroniarzom przytrzymać mnie siłą, żeby jego ukochana wiceprezes mogła własnoręcznie spoliczkować mnie trzy razy.
Dopiero kiedy wypłakała się do woli, uznał, że jego gniew został zaspokojony. Następnego dnia przyszedł pod drzwi z naręczem prezentów, chcąc mnie przeprosić. Ale ledwo wszedł do sali konferencyjnej, jeden z udziałowców uderzył pięścią w stół i wrzasnął mu prosto w twarz:
„Twoja żona zamroziła wszystkie kluczowe patenty Hengshengu! Trzy linie produkcyjne stanęły! A ty dalej próbujesz ją udobruchać?!”
…
„Te trzy policzki sama sobie sprowadziła.”
Głos Aleksandra Lewandowskiego zabrzmiał lodowato pośrodku najwyższego piętra siedziby Grupy Farmaceutycznej NowakMed.
„Ośmieliła się upokorzyć Natalię Wiśniewską przed tyloma ludźmi. Naprawdę myśli, że nie zasłużyła na karę?”
„Po tych policzkach sprawa jest zamknięta. Nikt więcej nie będzie o tym wspominał.”
W całej sali zapadła martwa cisza.
Nikt nie odważył się odezwać.
Natalia Wiśniewska stała za nim, jedną dłonią zasłaniając twarz, z zaczerwienionymi oczami, jakby to ona była największą ofiarą.
Dokumenty leżały rozsypane po podłodze.
Jej wargi drżały, ale od początku do końca nie wypowiedziała ani słowa.
Czterech ochroniarzy już wcześniej ustawiło się po obu moich stronach.
Nikt nawet nie zapytał o powód.
Lewy policzek piekł mnie żywym ogniem, w lewym uchu dudniło, a w ustach czułam metaliczny smak krwi.
Ale nie patrzyłam na Natalię Wiśniewską.
Patrzyłam tylko na Aleksandra Lewandowskiego.
— Dobrze się nad tym zastanowiłeś?
Nie zawahał się ani chwili.
— Zofia Kamińska, dziś naprawdę przekroczyłaś granicę.
Pierwszy policzek wymierzyła mi własnoręcznie Natalia Wiśniewska.
Kiedy podeszła, jej ręka lekko drżała.
Ale gdy naprawdę uderzyła, zrobiła to z brutalną stanowczością.
Moje ręce były mocno przytrzymywane, nie mogłam się nawet bronić.
Przy trzecim policzku ktoś z tyłu cicho wciągnął powietrze.
Ale zaraz potem znów zapadła cisza.
Po trzecim razie Natalia zawahała się na kilka sekund i wyszeptała:
— Może wystarczy… nie chcę robić większej afery.
Aleksander nic nie odpowiedział.
Spojrzał na nią tylko chłodno.
Zachwiałam się lekko, ale sama odzyskałam równowagę.
Papierowa torba, którą przyniosłam, podczas szarpaniny spadła obok krzesła.
Schyliłam się i podniosłam ją.