Nie otworzyłam.
Po prostu spokojnie położyłam ją z powrotem na stole.
— Dobrze.
Mój głos był przerażająco spokojny.
— Od dzisiaj sprawy NowakMedu nie mają już ze mną nic wspólnego.
Nikt nie potraktował tych słów poważnie.
Tylko Michał Zieliński, dyrektor finansowy siedzący na końcu stołu, natychmiast pobladł.
Kiedy wróciłam do domu, pani Wanda ledwo otworzyła drzwi, a już prawie upuściła szklankę z wodą.
Spojrzała na moją twarz, otworzyła usta, jakby chciała o coś zapytać, ale ostatecznie się nie odważyła.
Poszłam prosto do łazienki i oblałam twarz lodowatą wodą.
W lustrze lewy policzek był już spuchnięty i czerwony.
Kącik ust miał małe rozcięcie, a krew prawie zaschła.
Przebrałam się, usiadłam przy biurku i wysłałam trzy wiadomości.
Pierwsza była do mecenasa Tomasza Nowickiego.
Tylko sześć słów:
„Uruchomić pierwotny plan.”
Drugą wysłałam do asystentki:
„Wszystkie projekty zapisane na moje nazwisko zostają wstrzymane bezterminowo.”
Po wysłaniu trzeciej wiadomości odłożyłam telefon ekranem do dołu i więcej na niego nie spojrzałam.
Pani Wanda stała długo za drzwiami, zanim cicho zapytała, czy nie trzeba posmarować ran maścią.
Powiedziałam, że nie trzeba.
Że zajmę się tym jutro.
Milczała kilka sekund, ale ostatecznie nie zapytała już o nic więcej.
W tym samym czasie atmosfera po stronie firmy wyraźnie się uspokoiła.
Natalia Wiśniewska weszła za Aleksandrem do gabinetu i spuściła głowę, przepraszając.
Powiedziała, że nie powinna była reagować tak impulsywnie.
I że nie powinna była stawiać go w trudnej sytuacji przed całym zarządem.
Nawet sama zaproponowała, że może złożyć rezygnację, żeby nie powodować mojego dyskomfortu.
Te słowa idealnie trafiły w czuły punkt Aleksandra.
Jego ton natychmiast złagodniał.
— To nie aż tak poważne.
W jego oczach od początku do końca winna byłam tylko ja.
Natalia Wiśniewska była wiceprezesem, którą osobiście prowadził przez cztery lata.
Pracowała perfekcyjnie.
Wiedziała, kiedy się wycofać, a kiedy działać.
Nigdy nie przekraczała granic.
A ja wtargnęłam prosto na salę konferencyjną i przy wszystkich zrzuciłam na podłogę dokumenty, za które odpowiadała, jeszcze wypytując o luki w procedurach.
Każdy pomyślałby, że celowo szukałam awantury.
Aleksander był wręcz przekonany, że wystarczy wieczorem powiedzieć mi kilka miłych słów i wszystko wróci do normy.
Ale kiedy otworzył drzwi domu, cały salon był pusty.
Moje buty zniknęły.
W garderobie brakowało kilku rzędów ubrań.
Obrączka ślubna leżała równo na toaletce, obok pudełka.
Pod nią znajdowała się krótka notatka.