Tylko dwa zdania:
„Nie musisz już dłużej mnie znosić.”
Aleksander patrzył na kartkę przez kilka sekund.
Jego pierwszą reakcją było uznanie, że po prostu się obraziłam.
Niedbale rzucił kartkę na stół i już miał zadzwonić, kiedy telefon zadzwonił pierwszy.
— Prezesie Lewandowski, jutrzejsze spotkanie przekazania projektu z firmą VitaSyn zostało odwołane.
Zmarszczył brwi.
— Z jakiego powodu?
Po drugiej stronie zapadło kilka sekund ciszy, zanim padła odpowiedź:
— Tamta strona powiedziała… że muszą jeszcze poczekać na wewnętrzne potwierdzenie.

Następnego ranka trzy najwyższe piętra siedziby NowakMedu pogrążyły się w chaosie.
Trzy strategiczne spotkania zostały odwołane.
Cztery laboratoria badawcze nagle utraciły dostęp do systemu patentowego.
A na ekranach wewnętrznej sieci pojawił się czerwony komunikat:
„Uprawnienia do korzystania z patentów zostały tymczasowo zawieszone.”
Michał Zieliński niemal wbiegł do gabinetu Aleksandra Lewandowskiego.
— Prezesie… mamy ogromny problem.
Aleksander właśnie poprawiał mankiety koszuli. Nawet nie podniósł wzroku.
— Co znowu?
— Firma VitaSyn całkowicie wycofała się ze współpracy. TheraGen również wstrzymał inwestycję. A laboratoria w Szwajcarii zażądały natychmiastowego audytu własności patentów…
Dopiero wtedy Aleksander zmarszczył brwi.
— Co to ma wspólnego ze mną?
Michał zbladł jeszcze bardziej.
— Wszystkie kluczowe patenty są zapisane na nazwisko Zofii Kamińskiej.
W gabinecie zapadła cisza.
Aleksander powoli odłożył długopis.
— Co powiedziałeś?
— Cztery lata temu, podczas kryzysu finansowego, to pani Zofia wykorzystała własne kontakty i wykupiła prawa do technologii od zagranicznego konsorcjum. Później, żeby ochronić firmę przed przejęciem, wszystkie patenty zostały czasowo zarejestrowane na nią prywatnie…
Michał przełknął ślinę.
— Pan nigdy nie pytał o szczegóły.
Twarz Aleksandra momentalnie stężała.
Po raz pierwszy od wielu lat poczuł chłód przebiegający wzdłuż kręgosłupa.
Telefon zadzwonił ponownie.
Tym razem była to rada nadzorcza.
— Natychmiast do sali konferencyjnej. Wszyscy już czekają.
Kiedy wszedł do środka, atmosfera była ciężka jak przed burzą.
Kilku udziałowców siedziało z ponurymi twarzami.
Na środku stołu leżał plik dokumentów.
A obok nich…
Pozew rozwodowy.
Aleksander zatrzymał się gwałtownie.
— Co to ma znaczyć?
Jeden ze starszych udziałowców uderzył dłonią w stół.
— Ty naprawdę jeszcze pytasz?!