Nie zdążyła zrobić nawet dwóch kroków.
Dłoń Ernesta zamknęła się na jej szyi i przycisnęła ją do ściany. Głowa Sofíi z hukiem uderzyła o tynk. Ból eksplodował w jej oczach. Próbowała oddychać, ale nacisk palców ojca odciął jej dopływ powietrza.
„Niewdzięczna” – warknął. „Pasożyt”.
Graciela krzyknęła jej imię, ale nie spieszyła się z pomocą. Po prostu wpatrywała się w torbę.
Diego podszedł powoli, nie po to, by zatrzymać ojca, ale by spojrzeć na kopertę.
„Tato, uważaj” – powiedział chłodno. „Nadal potrzebujemy twojego podpisu”.
Ernesto nieco rozluźnił uścisk. Sofía upadła na podłogę, kaszląc, a ciepła krew spływała jej po karku.
Jej matka przykucnęła.
Przez chwilę Sofía myślała, że dotknie rany.
Ale Graciela wzięła torbę.
„Daj mi pieniądze, córko”.
Sofía spojrzała na nią z podłogi, ze łzami w oczach i brutalną jasnością w duszy.
„Zaplanowałaś to”.
Diego ledwo się uśmiechnął.
„Zmusiłaś nas”.
Potem Sofia wyciągnęła telefon komórkowy z bluzy. Ekran był pęknięty, ale nagranie wciąż się odtwarzało. Nacisnęła przycisk.
Plik przesłał się automatycznie.
Diego zbladł pierwszy.
„Co zrobiłaś?”
Zanim Ernesto zdążył jej go odebrać, telefon zaczął dzwonić sam.
Na ekranie pojawiło się nazwisko:
Adwokat Mariana Rivas.
A kiedy prawnik odebrał przez głośnik, wszyscy troje zamarli.
„Sofio, odebrałam nagranie alarmowe” – powiedziała Mariana. „Policja jest w drodze”.
CZĘŚĆ 2
Ernesto próbował się roześmiać, ale dźwięk wyszedł mu głucho.
„To sprawa rodzinna” – powiedział, podchodząc bliżej.
„Nie, panie Herrera” – odpowiedziała Mariana przez głośnik. „To agresja, groźba, atak”.
Akt wymuszenia i nadużycia finansowego wobec bezbronnego pacjenta.
Graciela oparła się o stół, jakby nogi odmówiły jej posłuszeństwa.
„Prawniku, nie rozumiesz. Mój syn jest w niebezpieczeństwie”.
„Pani Sofía też” – odpowiedziała Mariana. „A właśnie słyszałam, jak jej mąż powiedział, że jej życie jest mniej warte niż dług hazardowy”.
Sofía wciąż leżała na podłodze. Każdy oddech drapał ją w gardle. Jedną ręką uciskała ranę na karku. Drugą trzymała telefon komórkowy, jakby był liną, która trzymała ją przy życiu.
Diego cofnął się w stronę drzwi tarasowych.
„Nic nie zrobiłem”.
„Zostań tam, gdzie jesteś” – rozkazała Sofía ledwo słyszalnym głosem.
Powiedział zirytowany.
„Teraz też będziesz wydawał rozkazy?”
Wtedy w oddali rozległy się syreny.
Twarz Diego zbladła.
Graciela zwróciła się do Sofíi z nagłą prośbą.
„Moje dziecko, proszę. Możemy to naprawić. Tylko powiedz policji, że to był wypadek”.
Sofia spojrzała na nią z wyrazem znużenia i smutku.
„Czy to był wypadek, kiedy Diego sprzedał mój samochód? Czy to był wypadek, kiedy użył mojego nazwiska, żeby zaciągnąć pożyczkę? Czy to był wypadek, kiedy dałaś mu mój akt urodzenia?”
Diego zamarł.
Ernesto odwrócił się do niego.
„Jakie pożyczki?”
Po raz pierwszy faworyt w domu nie miał przygotowanej linii.
Drzwi otworzyły się gwałtownie. Weszło dwóch policjantów miejskich, z rękami przy pasach. Za nimi pojawiła się Mariana Rivas, nienagannie ubrana w granatowy garnitur, z grubą teczką pod pachą.
„Jest ranna” – powiedział prawnik, wskazując na Sofię. – „A on ją zaatakował”.
Ernesto uniósł ręce, próbując przybrać swój szacowny ton.
„Moja córka bierze leki. Ma halucynacje. Denerwuje się o byle co”.
Mariana nie protestowała. Wyciągnęła tablet i odtworzyła nagranie.
Głos Ernesta wypełnił kuchnię: