Kiedy wjechałam na podjazd rodziców, światło na ganku płonęło. To powinno mnie ostrzec. Susan uważała, że prąd istnieje tylko po to, by go marnować.
Wszedłem przez drzwi wejściowe i natychmiast stanąłem jak wryty.
Przy drzwiach stała wyprostowana moja duża walizka, a obok niej trzy ciężkie, czarne worki na śmieci wypełnione moimi ubraniami. Była spakowana. Celowo i doszczętnie.
Wtedy usłyszałam głośny, ohydny śmiech dochodzący z kuchni.
Zapięłam mocniej płaszcz wokół drżącego ciała i ruszyłam w stronę światła, czując, jak puls podchodzi mi do gardła.
Liam siedział przy kuchennym stole, odchylając się w fotelu mojego ojca. Obok niego siedziała Brittany, dziewczyna, z którą spotykał się dokładnie od trzech tygodni. Żuła głośno gumę, przeglądając telefon, z nogami opartymi o stół. Ojciec siedział naprzeciwko nich, popijając piwo, podczas gdy mama radośnie wycierała blat.
„Och, w końcu jesteś w domu” – powiedziała Susan z uśmiechem, który zapamiętam lepiej niż niektóre pogrzeby, na których byłam.
„Dlaczego moje rzeczy leżą w workach na śmieci przy drzwiach?” – zapytałam, a głos drżał mi ze zmęczenia.
Liam uśmiechnął się krzywo, obejmując Brittany ramieniem. „Potrzebujemy przestrzeni, Maya. Brittany oficjalnie się wprowadza. A ponieważ moja kariera streamingowa właśnie się rozkręca, wyburzamy ścianę między twoim pokojem a pokojem gościnnym, żeby zbudować studio gamingowe i streamingowe”.
Wpatrywałam się w nich, a mój wyczerpany mózg odmawiał posłuszeństwa. „Wyrzucasz mnie? Dziś w nocy? Na lodowaty deszcz, żeby zbudować pokój gier?”
Robert zaśmiał się ponuro. „Nie zachowuj się jak ofiara, Maya. Nadużyłaś gościnności. Liam ma przed sobą prawdziwą przyszłość i potrzebuje tej powierzchni”.
Wtedy Liam sięgnął do kieszeni dżinsów, wyciągnął moją niebieską kartę bankomatową i rzucił ją na stół między nami. Wylądowała awersem do góry. Widok jej w jego dłoni był jak fizyczne naruszenie.
„A twoja praca jest skończona” – uśmiechnął się Liam, a w jego oczach błyszczał złośliwy triumf. „Wydałem ją. Do ostatniego centa”.
Cliffhanger: