– Prowadziłem spotkanie.
– Ale kto to przetłumaczył?
Nie odpowiedział.
Goście siedzący wokół nich nagle uznali swoje talerze za bardzo interesujące.
Kinga później opowiedziała mi wszystko.
Bálint w końcu powiedział, że taki szczegół to nic nieznaczący szczegół i że nie chce rozmawiać o byłej żonie na własnym ślubie.
Konsultant jednak niewinnie dodał:
– To ciekawe. Słyszałem, że w ostatnich latach tłumaczył dla kilku węgierskich firm. Nie wygląda na kogoś, kto całkowicie porzucił ten zawód.
Wyraz twarzy Vandy zmienił się w tym momencie.
Wmówił Bálintowi, że od siedmiu lat nie zarobiłam ani grosza.
Uwierzył, że z pieniędzy otrzymanych podczas rozwodu opłacam też podróż do Dubaju.
Uwierzył, że jestem po prostu zgorzkniałą kurą domową, która wkrótce będzie błagać o jej powrót.
Dzień po ślubie do mojego nowego miejsca pracy przyszedł e-mail.
Firma Duna Horizon Kft., prowadzona przez Bálinta, poprosiła o pilne osobiste spotkanie w sprawie wniosku o wizę do Dubaju.
Mój dyrektor, Andor Faragó, wezwał mnie do swojego biura.
– Znasz tę firmę?
– Kieruje nią mój były mąż.
– W takim razie to zarejestrujemy i nie będziesz mieć wpływu na decyzję.
– Zgadzam się.
Andor zamknął teczkę.
– Jest jednak jeszcze jeden problem. W załączniku po arabsku jest pełno nieścisłości. Kilka wyrażeń zostało przetłumaczonych dosłownie, ale prawnie mają zupełnie inne znaczenie.
– Kto to zrobił?
– Według wniosku, biuro prezesa.
Wiedziałam, co to znaczy.
W ciągu ostatniego roku naszego małżeństwa Vanda wielokrotnie chwaliła się, że uczy się arabskiego z aplikacji na telefonie. Bálint uznał to za wystarczające, żeby mnie już nie potrzebowała.
– Powinni zatrudnić zewnętrznego tłumacza – powiedziałam.
– Już ich powiadomiliśmy.
Dwa dni później Bálint zadzwonił do mnie ponownie.
– Twój dział odrzucił cały materiał.
– Nie prowadzę śledztwa.
– Ale czy mógłbyś mi powiedzieć, na czym polega problem?
– Jest w oficjalnym liście.
– Vanda tego nie do końca rozumie.
– To znajdź profesjonalnego tłumacza.
– Emese, to powinno być zrobione w dwa dni! Termin mija w piątek.
– To masz dwa dni.
– Kiedyś udawało ci się to zrobić w jedną noc.
– Byłam twoją żoną i pracowałam do świtu, nawet robiąc ci śniadanie następnego dnia.
– Zapłacę za to.
– Nie mogę tego zrobić. To byłby konflikt interesów.
– Nie karz mnie za to, że zaczynam nowe życie!