„Nie. Po prostu przestałam przegrywać”.
Zrozumiała.
I to wystarczyło.
Mijały miesiące.
Życie nie stało się idealne.
Nigdy nie jest.
Marc popełniał błędy.
Spóźnił się raz i Adrien nie odzywał się do niego przez cały tydzień.
Chciał mi zapewnić przesadnie luksusowe wakacje, a ja przypomniałam mu, że moje dzieci potrzebują ojca, a nie scenografii.
Uczył się.
Powoli.
Czasami upokorzony.
Często milczał.
Ale obecny.
t.
I nauczyłem się czegoś jeszcze.
Długo wierzyłem, że moim zwycięstwem będzie widok jego cierpienia.
Widzieć, jak upada przed tymi, na których chciał zrobić wrażenie.
Widzieć, jak traci żonę, pieniądze, nazwisko, zamek, małżeństwo.
Ale tak nie było.
Prawdziwe zwycięstwo nie smakowało zemstą.
Smakowało pokojem.