Nie da się cofnąć nocy, kiedy dziecko ma gorączkę i wyciąga rękę do kogoś, kogo nie ma.
Uczysz się tylko żyć z tą nieobecnością.
I nigdy więcej nie zagłębiać się w nią.
Co do Estelle, widziałem ją tylko raz.
Trzy miesiące później.
W dyskretnej restauracji w 7. dzielnicy.
Zaprosiła mnie na lunch.
Zgodziłem się.
Była inna.
Mniej idealna.
Bardziej ludzka.
Długo mi się przyglądała, zanim się odezwała.
„Chyba jestem ci winna przeprosiny”.
Odstawiłem kubek z kawą.
„Nic mi nie zrobiłeś”.
Uśmiechnęła się smutno.
„Tak, zrobiłeś. Uważałam cię za słabego, bo powiedział mi wersję, która mu odpowiadała. Lubiłam czuć się wybrana ponad inną kobietę. To było okropne. Nawet jeśli nie chciałam tego widzieć”.
Nie odpowiedziałam od razu.
Potem powiedziałam:
„Często myślimy, że kochamy mężczyznę. Czasami kochamy tylko obraz nas samych, który nam on przedstawia”.
Spuściła wzrok.
„Wygrałeś tamtego dnia”.
Delikatnie pokręciłam głową.