Mój mąż podarował mamie naszą nową pralkę. Ale to nie ja prałam ręcznie.
CZĘŚĆ 1
„Przeprowadzka będzie za pół godziny” – wyrzucił nagle mój mąż Vadim, unikając mojego wzroku i nerwowo bawiąc się kluczykami do samochodu. „Marina, proszę, nie zaczynaj, dobrze?”
Stałam nieruchomo, trzymając kosz na pranie. W środku koszule mojego męża leżały spokojnie, czekając na naszą nowiutką, srebrną pralkę, kupioną zaledwie trzy dni temu.
„Jaki przeprowadzkowicz, Vadik?” – zapytałam spokojnie, mimo że w środku już wrzała we mnie znajoma mieszanka zmieszania i gniewu.
„No cóż… przez pralkę. Obiecałam ją mamie. Wiesz, że jej pralka jest w fatalnym stanie. Wiruje tylko od czasu do czasu. A mamy dwie pensje, możemy dozbierać na kolejną. Ale mamie jest ciężko. Nie chce wiele, tylko być traktowaną z godnością”.
Powoli postawiłam kosz na podłodze.
Moja nowa pralka. Moja piękność z cichym silnikiem, napędem bezpośrednim i funkcją pary. Oszczędzałam przez sześć miesięcy z premii i dodatków świątecznych, bo nasza stara pralka nie tylko słabo wirowała: odprawiała egzorcyzmy na ubraniach i podskakiwała po łazience jak rozbity traktor, gotowa rozbić się o ścianę i dom sąsiadów.
A teraz, gdy w końcu w naszym domu nastała era spokoju i czystości, Nina Pawłowna uznała, że „zachowywanie się z godnością” oznacza przywłaszczanie sobie komfortu.
Nina Pawłowna, moja teściowa, miała niezwykły talent. Uważała się za ekspertkę w każdej dziedzinie wszechświata, od geopolityki po usuwanie plam.
W zeszłym tygodniu miałyśmy przyjemność rozmawiać o praniu.
„Wszystkie te nowoczesne detergenty to czysta trucizna!” – oznajmiła, siedząc w naszej kuchni i mieszając herbatę z godnością. „Prawdziwa gospodyni domowa pierze mydłem marsylskim i musztardą. Musztarda oczyszcza tkaninę! Ich chemikalia nie robią nic poza niszczeniem jej odporności”.
„Nino Pawłowno” – odpowiedziałam spokojnie, ale stanowczo – „musztarda nie usuwa plam organicznych. Dlatego do detergentów dodaje się enzymy – enzymy na bazie białka. Działają one tylko w temperaturze 40 stopni Celsjusza. We wrzącej wodzie koagulują. A twoje mydło, w twardej wodzie, po prostu tworzy osady wapnia na grzałce. Dlatego twoja stara pralka się poddała. Grzałka przepaliła się z powodu kamienia”.
Teściowa zarumieniła się jak przejrzały pomidor.
„Och, teraz myślisz, że jesteś chemikiem! Przeżyłam całe życie, a ty myślisz, że możesz mnie uczyć, kobietę z doświadczeniem? Ty, niewdzięczna, niegrzeczna istotko!”
Zamknął drzwi z takim dramatyzmem, że zdawało się, że zatrzasnęły przed nosem grzesznikom bramy Raju.
A teraz ten przeciwnik nowoczesnej technologii zabierał mi nową pralkę, pełną elektroniki.
— Dobrze, Vadik — powiedziałam, opierając się o framugę drzwi z rękami skrzyżowanymi na piersi. — A więc przeprowadzka. Matka jest święta.
Wadim odetchnął z ulgą. Najwyraźniej przygotował się na wybuchy gniewu, histerii i potłuczone naczynia. Nie wiedział, że nauczycielka z dwudziestoletnim stażem nie krzyczy. Wpisuje zero do zeszytu i dzwoni do rodziców. W tym przypadku do samego życia.
„Dziękuję, Marina, wiedziałem, że zrozumiesz!” — powiedział pospiesznie. „Na razie przyniosę tu starą pralkę mamy…”
„Nie trzeba” — przerwałam mu. „Zajmie tylko miejsce. Wyrzuć ją.”
— Ale czym będziemy prać te ubrania?