To przeraziło go bardziej niż krzyk.
„Co to znaczy?”
***
Jazda do domu była cicha, słychać było jedynie ciche parsknięcia Ashera z tylnego siedzenia.
„Zrobiłaś to dziwnie” – powiedział.
Odwróciłam głowę. „Zrobiłam to dziwnie?”
„Wiesz, o co mi chodziło. Chciałam tylko, żeby konto było zbilansowane”.
„Konto?”
Westchnął. „Peyton, nie zaczynaj”.
„Nie. Powiedz to jeszcze raz. Powiedz, że kobieta, która o mało nie wykrwawiła się przy porodzie twojego dziecka, to tylko konto”.
„Zrobiłaś to dziwnie”.
Zacisnął dłonie na kierownicy.
„Nie miałem tego na myśli”.
„To co miałaś na myśli?”
Otworzył usta, a potem je zamknął.
***
Tej pierwszej nocy w domu Asher płakał co dziewięćdziesiąt minut. Karmiłam go, przewijałam i raz płakałam w łazience przy włączonym wentylatorze.
Marcus przespał drugie karmienie.
O 4:12 rano stałam nad jego stroną łóżka, a Asher przytulał mnie do piersi.
„Obudź się”.
Otworzył jedno oko. „Co?”
„Twój syn potrzebuje czystej pieluchy, Marcusie”.
Zacisnął dłonie na kierownicy.
„Jutro mam pracę, Peyton”.
„I nadal krwawię”.
Usiadł, zirytowany. „Dobrze”.
Podałam mu dziecko, zanim zdążył negocjować.
***
Następnego popołudnia Eleanor wpadła, kiedy Marcus brał prysznic.
„Zrobiłam coś”, powiedziała.
„Dla Ashera?”
„Nie”, powiedziała. „Dla mojego syna”.
„I nadal krwawię”.
Palce Eleanor zacisnęły się na torbie z prezentem. „Zanim komukolwiek pokażę, potrzebuję twojego pozwolenia, kochanie”.