„Byłam z nim do końca, Julio” — powiedziała cicho. „Hospicjum. I musisz wiedzieć, co twój mąż dla ciebie zrobił”.
„Hospicjum? O czym ty mówisz?”
„Byłam z nim do końca, Julio”.
Jej wyraz twarzy się zmienił – nie było w nim litości ani współczucia. Po prostu wiedziała…
„Richard miał raka. Raka trzustki, w czwartym stadium. Odmówił leczenia. Nie chciał, żeby ktokolwiek go tak postrzegał”.
„Powiedział mi, że mnie zdradza” – powiedziałam. Ścisnęło mnie w żołądku.
„Wiem”.
„Wiedziałaś?!”. Cofnęłam się. Zaparło mi dech w piersiach.
„Powiedział mi, że mnie zdradza”.
„Prosił, żebyśmy ci nie mówiły. Powiedział, że zostaniesz” – powiedziała Charlotte cicho. „I nie mógł znieść tego, co by ci zrobiło pozostanie”.
„I to było coś złego?”
Ścisnęło mnie w gardle.
„Nie tylko zapytał” – powiedziała Charlotte, zaciskając palce na pasku torebki. „On to napisał”.
„Prosił, żebyśmy ci nie mówiły”.
Wyciągnęła pojedynczą kartkę. Była pognieciona, jakby nosiła ją setki razy. Na górze widniał papier firmowy szpitala. Pod nim zdanie napisane czystym, maszynowym atramentem:
„NIE KONTAKTOWAĆ SIĘ Z JULIĄ POD ŻADNYM POZOREM”.
Moje imię i nazwisko wyglądało na stronie obco. Data obok była sprzed pięciu lat. Jego podpis widniał na dole jak ostateczna decyzja.
**
„NIE KONTAKTOWAĆ SIĘ Z JULIĄ POD ŻADNYM POZOREM”.
Nie otworzyłam koperty w kościele. Włożyłam ją do torby i wyszłam, nie żegnając się z nikim.
Kiedy wróciłam do domu, powietrze było inne – jakby ściany wstrzymywały oddech. Zdjęłam sukienkę, związałam włosy i zrobiłam herbatę, żeby zająć czymś ręce.
Potem wyszłam na werandę.
Na zewnątrz było chłodno; taka cicha noc, że aż chciało się szeptać.