Prawnik dał mi znak. Dotarł nowy plik. Na ekranie pojawiło się nagranie z garderoby pani Sterling. Pokazywało moją sylwetkę, wchodzącą poprzedniego wieczoru. W dłoni trzymałem szmaragdowy naszyjnik.
Wszyscy w biurze ucichli. Szefowa audytu zniżyła głos.
— „Marianne… to może się skomplikować, jeśli przedstawią to wyrwane z kontekstu”.
Ojciec spojrzał na mnie, czekając na wyjaśnienie. Wziąłem głęboki oddech.
— „Nie usuwaj niczego.”
— „Jesteś pewien?” zapytał prawnik.
— „Całkowicie.”
W tym momencie nadszedł kolejny raport: przelewy na nazwisko Brendy, płatności za operacje plastyczne obciążające firmę budowlaną, wypłaty gotówki autoryzowane przez panią Sterling i fałszywe umowy z firmami należącymi do krewnych.
Kłamstwo o naszyjniku było tylko drzwiami.
Po południu Andrew zadzwonił ponownie. Tym razem nie krzyczał.
— „Marianne… w domu jest policja. Mówią, że moja mama musi złożyć zeznania. Brenda też. Co się dzieje?”
Spojrzałem na miasto przez okno.
— „Polega to na tym, że ktoś w końcu otworzył właściwe szuflady”.
— A naszyjnik? — wyszeptał. — Powiedz mi prawdę. Wzięłaś go?
Ścisnąłem bandaż na dłoni.
— Tak, Andrew. Wziąłem.
Zapadła lodowata cisza.
— „Ale problem polega na tym” — kontynuowałem — „że nigdy nie należała do twojej matki”.
I zanim zdążył zadać kolejne pytanie, rozłączyłem się.
CZĘŚĆ 3
Następnego ranka pani Sterling nie wyglądała już jak elegancka dama, która wykrzykiwała rozkazy z kieliszkiem szampana w dłoni. Siedziała w biurze prokuratora okręgowego, bez makijażu, z rozczochranymi włosami i dłońmi zaciśniętymi na torebce. Brenda płakała w kącie, nie z żalu, ale dlatego, że właśnie odkryła, że drogie prezenty zostawiają ślad.
Andrew zobaczył, że wchodzę i gwałtownie wstał.
— „Marianne, proszę” — powiedział. — „Porozmawiajmy jak mąż i żona”.
Zatrzymałem się przed nim.
— Wczoraj wieczorem nie traktowałeś mnie jak żony.
Spojrzał w dół.
— „Myliłem się. Byłem zły. Mama na mnie naciskała. Brenda mnie dezorientowała. Wiesz, że cię kocham”.
Jak łatwo im mówić „miłość”, kiedy nie mają już pieniędzy na obronę. Mój prawnik położył teczkę na stole.
— Wyjaśnijmy sprawę naszyjnika — powiedziała.
Pani Sterling uniosła brodę. — „Ten naszyjnik był mój.”