„Panowie, dajcie spokój, to sprawa rodzinna. Moja synowa jest zraniona, a kobiety są zranione…”
Podniosłem rękę.
Zamilkła.
Nie dlatego, że mnie szanowała.
Bo zrozumiała, że po raz pierwszy mam siłę, by zmusić ją do wysłuchania mnie.
„Uważaj, co mówisz, Madame de Beaumont”.
Przełknęła ślinę.
„Claire…”
„Nie. Teraz powiesz moje pełne imię. Tak jak wtedy, gdy chciałaś mi przypomnieć, że nie jestem prawdziwą Beaumont”.
W pokoju zapadła cisza.
„Powiedz to”.
Jej usta zadrżały.
„Claire Moreau”.
„Jeszcze raz”.
Spojrzała na mnie z nienawiścią.
Ale posłuchała.
„Claire Moreau”.
„Dobrze”.
Pochyliłem się ku niej.
„Wczoraj mówiłeś, że kobieta taka jak ja kala wszystko, czego się dotknie”. Dzisiaj dotykam twojego domu, twojej firmy, twoich samochodów, twoich kont i twojej przyszłości. O dziwo, wszystko staje się czystsze.
Adrien uderzył ręką w stół.
„Dość!”
Mój ojciec nawet się nie poruszył.