– Sześćdziesiąt procent należy do mnie. Czterdzieści do niego.
Uśmiech zniknął z twarzy Elżbiety.
Kiedy kupiłam mieszkanie, mama wsparła mnie czternastoma milionami forintów. Dostała pieniądze ze starego domu rodzinnego, który sprzedała po śmierci babcia. Włożyłam do niego swoje oszczędności, a Máté wpłacił mniejszą kwotę i swoją część wspólnego kredytu.
A ona mówiła o mieszkaniu tak, jakby dostała je razem z dyplomem.
– Nikt mi o tym nie powiedział – powiedziała Elżbieta.
– Dlaczego miałaby mi powiedzieć? – zapytałam. – Nie kupiłeś go.
– Nie mów tak do mojej matki! – powiedział mi Máté.
– To powiedz jej, że bez mojej zgody nie może się tu na stałe przeprowadzić i nie można jej stąd eksmitować.
Erzsébet upuściła torbę.
– Nie będę się kłócić przy drzwiach. To była długa droga. Pokaż mi mój pokój.
– On nie ma osobnego pokoju.
– Proszę bardzo?
– Gabinet to miejsce pracy Máté. Łóżko dla gości jest w salonie. Dopóki nie dowiemy się, dlaczego chcieli go oszukać, on może tam spać.
Máté spojrzał na mnie, jakbym go uderzyła w twarz.
– Moja mama nie śpi na kanapie!
– Moja mama spała na niej przez dziesięć dni. A potem powiedziałeś, że jest w porządku.
– Nie narzekała.
– Bo była uprzejma.
Erzsébet skrzyżowała ramiona.
– Dobrze. To ja będę spać w sypialni, a ty wyjdziesz tutaj.
– Nie.
– Jesteś młoda. Tobie to nie przeszkadza.
– Mnie też nie przeszkadza. Tak jak moja matka nie miała znaczenia.
Máté ze złością podniósł jedną z walizek.
– Moja mama śpi ze mną w sypialni. A ja śpię na kanapie.
– To twoja decyzja.
Przez pierwsze trzy dni oboje czekali, aż zmienię zdanie.
Nie zmieniłem.
Rano zrobiłem sobie kawę, posmarowałem dwie kromki chleba i poszedłem do pracy. Erzsébet stała w drzwiach kuchni.
– Nie zrobiłeś mi herbaty?
– Máté wie, gdzie jest czajnik.
Wieczorem Máté zamówił kolację. Erzsébet narzekała, że jest zimna, za słona i że dostawca nie przywiezie jedzenia do normalnego domu.
– Lívia umie gotować – powiedziała synowi. – Ona nas tylko karze.
– Zapewnię ci dokładnie taką samą opiekę, jaką Máté zapewnił mojej matce.
– Mężczyzna nie jest stworzony do obsługi gości.
– To dlaczego pracująca kobieta miałaby się do tego nadawać?
Czwartego dnia Elżbieta zaprosiła dwie krewne na kawę. Kiedy wróciłam do domu, na korytarzu stały buty, na stoliku kawowym leżały okruszki ciastek, a jedna z kobiet piła z mojego kubka.
Erzsébet dumnie mnie przedstawiła.
– To jest Lívia. To bardzo wrażliwa istota. To ona nas teraz wychowuje.
– Nikogo nie wychowuje – powiedziałam. – Po prostu narzucam wszystkim te same zasady.
Goście szybko wyszli.
Tego wieczoru Máté wpadł mi w oko.
– Teraz ty też nastawiasz przeciwko mnie moich krewnych?
– Twoja matka zaprosiła ich tutaj, żeby mnie zawstydzić w ich obecności.
– Ty to wszystko zacząłeś!
– Nie. Ty to zaczęłaś, wyrzucając jedzenie mojej mamy, a potem pomyślałaś, że nie mam nic do powiedzenia w sprawie przeprowadzki twojej mamy tutaj.
– On się tu nie przeprowadza!
W tym momencie w kuchni zadzwonił telefon Erzsébet. Na wyświetlaczu widniało imię siostry Máté: Zsófi.
Erzsébet odebrała, ale niechcący przełączyła na tryb głośnomówiący.
– Mamo, lokator mieszkania w Cegléd pyta, gdzie wysłać kaucję – powiedziała Zsófi. – I jesteś pewna, że wynajmiesz je na co najmniej rok? Máté powiedział, że wprowadza się do nich na stałe.
W kuchni zrobiło się tak cicho, że słyszałam szum lodówki.
– Zsófi, to się już nie nadaje – syknęła Erzsébet.
– Dlaczego? Czy Lívia jeszcze o tym nie wie?
Erzsébet rozłączyła się.
Máté zamknął oczy.