„Jesteś po prostu niewdzięcznicą”.
„Nie. Jestem kobietą, która cię wspierała, choć nigdy nie zostałam zaproszona do twojego stolika”.
Monique chciała odpowiedzieć, ale Maître Lenoir podał jej kolejną kartkę papieru.
„Madame Monique, została pani również oskarżona o oszukańcze użycie metod płatności, możliwe paserstwo i stosowanie przymusu psychicznego”. Nie ma pani już prawa kontaktować się z kobietą ani jej synem bezpośrednio poza ramami prawnymi.
Słowo „skarga” uderzyło ją jak policzek. Jej oczy zwęziły się, stając się złośliwe.
„Zamierzasz zaciągnąć staruszkę do sądu?”
Camille pomyślała o wszystkich razach, kiedy ta staruszka zostawiała Hugo w kącie podczas rodzinnych posiłków. O tym zdaniu szeptanym dziecku pewnej niedzieli: „Wiesz, tak naprawdę nie jesteś jednym z nas”. O Hugo, który milczał potem przez trzy dni. O sobie, która chciała wierzyć, że to tylko niezręczna pomyłka.
„Nie” – powiedziała. „Pojechałeś tam sam. Ja tylko podaję adres”.
Julien podpisał zawiadomienie drżącą ręką. Szukał matki, jak mały chłopiec czekający na pozwolenie, żeby się bać. Monique tymczasem patrzyła tylko na niebieską teczkę.
Marine.
„Gdzie będę spał?” zapytał Julien łamiącym się głosem.
Camille powtórzyła zdanie, od którego wszystko się zaczęło:
„U twojej mamy. Ma mieszkania”.
Monique usiadła.
„Nie może przyjść. Jest tu bałagan”.
Julien wpatrywał się w nią.
„Mówiłaś mi, że praktycznie śpisz na podłodze”.
„To była tylko figura retoryczna”.
Maître Lenoir przesunął kilka zdjęć przez strony. Nowa sofa, dębowy stół, lodówka w stylu amerykańskim, pralka, ogromny telewizor, pudła z naczyniami wciąż z metkami. Wszystko zostało dostarczone pod jeden z adresów Monique. Wszystko zostało opłacone, bezpośrednio lub pośrednio, z kont wystawionych na nazwisko Camille.
Julien nie krzyknął. Zbladł.
„Mamo… wiedziałaś?”
Monique odwróciła głowę.
„Twoja żona dobrze zarabia”.
Zdanie wylądowało jak kamień rzucony przez pokój.
Camille wzięła głęboki oddech.
„Proszę bardzo. Nie „cierpi”. Nie „za dużo pracuje”. Nie „wychowuje dziecko”. Po prostu: dobrze zarabia”.
Julien spojrzał na matkę, jakby w końcu ujrzał ją bez cienia litości. Jego twarz się skrzywiła.
„Wykorzystałaś mnie”.
„Wychowałam cię”, odpowiedziała Monique. „Jesteś mi winna wszystko”.
„Nie”, powiedziała cicho Camille. „Dziecko nie zawdzięcza całego życia osobie, która je urodziła. Zwłaszcza gdy ta osoba uczy je niszczyć tych, którzy je kochają”.
Monique wyszła pierwsza, sztywna, upokorzona, ale wciąż kipiąca jadem. Julien poszedł za nią z torbą, zgarbiony. W drzwiach odwrócił się.
„Czy mogę przyjść jutro, żeby porozmawiać na spokojnie?”
„Nie.”
— Camille…
— Mistrz Lenoir wszystko spisze. Wszystko będzie teraz spisane.
Drzwi się zamknęły. Dźwięk zamka zdawał się przenikać przez ściany. Camille stała nieruchomo pośrodku salonu, otoczona papierami, brudnymi kubkami, poduszką, która spadła na podłogę, życiem, które właśnie wywróciło się do góry nogami bez ostrzeżenia. Przez kilka minut nie płakała. Potem jej ciało zrozumiało przed umysłem. Nogi odmówiły jej posłuszeństwa i usiadła na podłodze, opierając się o sofę.
Maître Lenoir przykucnął obok niej.
„Wytrzymałaś.”
Pokręciła głową.
„Nie. Po prostu przestałam upadać.”
Tej nocy zamki zostały wymienione. Camille podpisała kolejne dokumenty, zeskanowała wyciągi, wysłała zrzuty ekranu i wymieniła podejrzane zakupy. Kiedy wszyscy wyszli, poszła po Hugo do Madame Girard. Siedział na sofie z nietkniętym ciasteczkiem w dłoni.
„Odszedł?” zapytał.
„Tak.”
„A ta wredna pani też?”
Camille o mało nie roześmiała się i nie rozpłakała jednocześnie.
„Tak.”
Hugo przytulił się do niej.
„Czy to przeze mnie?”
Złapała go za ramiona i zmusiła, żeby na nią spojrzał.
„Nie. Nic z tego nie jest przez ciebie. Dorośli psują rzeczy. Ja je naprawiam. Jesteś jeszcze dzieckiem.”
Skinął głową, ale jego usta wciąż drżały.
„Czy jesteśmy prawdziwą rodziną?”
Camille przyciągnęła go do siebie.
„Zawsze nią byliśmy. Teraz nikt nam nie wmówi, że jest inaczej.”
Kolejne dni nie były łatwe. Wolność czasami zaczyna się od bólów głowy, formularzy i zablokowanych numerów. Julien wysyłał wiadomości o 6:00 rano. „Spałem w samochodzie”. Potem: „Moja mama nie chce otworzyć drzwi”. Potem: „Wiem, że popełniłem błędy, ale wiesz, jaka ona jest”.
Camille nie odpowiedziała. Przekazała wszystko Maître Lenoir.