Esteban nie był dramatyczny. Nigdy nie przesadzał. Jeśli mówił „pilne”, działo się coś poważnego.
Humberto szyderczo wskazał na telefon.
„Kolejne spotkanie? Oczywiście. Twoja praca zawsze jest na pierwszym miejscu”.
Valeria schowała telefon.
„Muszę iść”.
„W tym jesteś najlepsza, prawda? Wyjdź”.
Poszła w stronę windy.
Kiedy drzwi się otworzyły, Humberto podniósł głos po raz ostatni:
„Miałem z tobą to, czego nigdy nie miałem mieć”.
Valeria weszła do windy i odwróciła się do niego.
Po raz pierwszy się uśmiechnęła.
Nie z radości.
Z dziwną pewnością, której nawet ona jeszcze nie rozumiała.
„Uważaj, Humberto” – powiedziała. „Czasami to, czym się chwalisz, kończy się tym, że cię niszczy”.
Drzwi się zamknęły.
Gdy winda zjechała na dół, Valeria położyła dłoń na teczce medycznej, żeby uspokoić drżenie palców.
Nie wiedziała, co Esteban chciał jej powiedzieć.
Nie wiedziała, dlaczego Laura wydawała się bardziej przerażona niż szczęśliwa.
Ale coś w tej scenie nie grało.
A kiedy dotarła na pierwsze piętro i zobaczyła prawnika czekającego na nią z czarną teczką w dłoniach, zrozumiała, że to upokorzenie na oddziale pediatrycznym nie było końcem jej cierpienia.
To był dopiero początek czegoś niewiarygodnego…
CZĘŚĆ 2
Esteban Arriaga siedział przy szpitalnej stołówce, w przemoczonej od deszczu kurtce, z twarzą wyrytą w wyrazie kogoś, kto przynosi złe wieści.
Wstał, gdy ją zobaczył.
„Valeria.”
„Co się stało?”
Zerknął w stronę wind.
„Widziałaś go?”
„Humberto, tak.”
„Nie planowałam, że na siebie wpadniecie, ale może to było konieczne”.
Valeria zmarszczyła brwi.
„Mów otwarcie”.
Esteban wskazał na odosobniony stolik. Usiadła, nie zdejmując sukni. Za 40 minut miała zaplanowaną operację, ale coś w twarzy prawnika podpowiadało jej, że jej życie właśnie uległo dramatycznemu zwrotowi.
Otworzył teczkę.
„Kiedy twój rozwód został sfinalizowany, zawsze podejrzewałem, że Humberto ukrywał pieniądze. Nie było wystarczających dowodów. Aż do teraz”.
Rozłożył kopie wyciągów bankowych, dokumentów inwestycyjnych i…
Wniosek o kredyt na zakup budynku biurowego w Zapopan.
Valeria powoli odczytała liczby.
„Ile?”
„Na razie ponad 14 milionów pesos niezadeklarowanych”.
Zamarła.
Podczas rozwodu Humberto przysięgał, że ledwo spłaca długi. Płakał przed sędzią, mówił, że jego firma jest niestabilna i że Valeria, z pensją specjalisty, niczego od niego nie potrzebuje.
A ona, wyczerpana, zawstydzona i załamana, podpisała, żeby szybko to zakończyć.
„Te pieniądze istniały, kiedy się rozwiedliśmy” – powiedział.
„Tak”.
Valeria parsknęła suchym śmiechem.
„Zabrał nawet meble z domu, bo powiedział, że »nie umiem budować domu«”.
Esteban skinął głową, ledwo powstrzymując gniew.
„Zamierzamy wystąpić o ponowne rozpatrzenie umowy”.
Valeria spuściła wzrok na dokumenty.
Ale Esteban jeszcze nie skończył.
Wyciągnął kolejną kopertę, cieńszą.
„Jest coś delikatniejszego”.
Poczuła dreszcz.
„Co?”
„Czy Humberto ukończył studia z zakresu płodności w trakcie małżeństwa?”
Valeria na chwilę wstrzymała oddech.
„Nie. Zawsze znajdował wymówkę. Podróże, spotkania, laboratorium zgubiło dokumenty, jego matka chorowała…”
Esteban podsunął jej fragment kopii.
„Otrzymaliśmy to w ramach analizy związanej ze sprawą finansową. Nie mogę podać pani pełnych danych medycznych bez odpowiedniej procedury, ale mogę pani powiedzieć jedno: istnieją dowody na to, że Humberto wiedział, jeszcze przed rozwodem, że problem z płodnością prawdopodobnie nie dotyczy pani”.
Valeria milczała.
Hałas dochodzący z kawiarni ucichł w oddali.
Przypomniała sobie wszystkie chwile, kiedy przepraszała za to, że nie zaszła w ciążę. Chwile, kiedy Humberto spał na plecach. Komentarze teściowej. Uwagi podszyte współczuciem.
„Czy on wiedział?” „—” zapytała szeptem.
„Istnieją mocne przesłanki, że otrzymał zgłoszenie i je ukrył”.
Valeria zamknęła oczy.