„Nie możesz mi tego zrobić”.
„Tak, mogę. Bo jesteś zbyt przyzwyczajona do polegania na mnie”.
Mariana poczuła, jak twarz płonie jej ze wstydu i strachu. Uliczny sprzedawca obserwował ich z daleka, ale nie podszedł.
„A jak ja mam wrócić?”
Rodrigo uruchomił silnik.
„Przeżyć. Mówisz, że wiesz jak”.
Po czym przyspieszył.
Mariana pobiegła dwa kroki za samochodem, ale natychmiast się zatrzymała. To nie miało sensu. Rodrigo nawet nie spojrzał w lusterko wsteczne.
Godzinami siedziała na metalowej ławce na przystanku autobusowym. Południowy upał zmienił się w wyczerpanie, potem pragnienie, a potem w ciężki smutek, który dławił ją w gardle. Patrzyła na przejeżdżające autobusy jadące do nieznanych jej miejsc. Zapytała kierowcę, czy mógłby ją podwieźć i pozwolić zapłacić później, ale pokręcił głową.
„Nie ma biletu, proszę pani”.
Po południu zaczęła mżyć mżawka, ten brudny deszcz, który niesie zapach kurzu i benzyny. Mariana kurczowo trzymała pustą torbę przy piersi. Pomyślała o matce czekającej na nią w klinice. Myślała o chwilach, kiedy Rodrigo mówił jej, że nikt nie będzie z nią tak znosił jak on. Myślała o tym, jak krok po kroku odbierał jej przyjaciół, konta, prawo do podejmowania decyzji i głos.
Gdy niebo zaczęło ciemnieć, starsza kobieta podeszła do przystanku autobusowego z białą laską. Szła powoli, ale z pewną elegancją. Miała na sobie granatowy płaszcz, ciemne okulary, a jej srebrne włosy były starannie uczesane.
Usiadła obok Mariany.
„Długo płakałaś, moja droga” – powiedziała spokojnie. „Kto cię tu zostawił?”
Mariana otarła twarz, zawstydzona.
„Mój mąż”.
Kobieta ledwo odwróciła do niej twarz.
„Zabrał ci pieniądze?”
Mariana przełknęła ślinę.
„I mój telefon komórkowy. I moje karty”.
Nieznajoma milczała przez kilka sekund. Potem położyła delikatną dłoń na ramieniu Mariany.
„Nazywam się Catalina Moncada. A to, co zrobił dziś twój mąż, nie było nauczką”.
Mariana spojrzała na nią zdezorientowana.
Catalina lekko ścisnęła jej ramię i wypowiedziała zdanie, które zmroziło jej krew w żyłach:
„To, Mariano, nazywa się przemocą”.
I właśnie gdy Mariana miała odpowiedzieć, przed przystankiem autobusowym zatrzymał się czarny samochód, a kierowca wyskoczył, żeby otworzyć drzwi niewidomej kobiecie.
CZĘŚĆ 2
„Pani Catalina, przepraszam za opóźnienie” – powiedział kierowca, kłaniając się z szacunkiem. „Ruch na Viaduct był niemożliwy”.
Mariana wpatrywała się w samochód. Był to nieskazitelnie czarny SUV z przyciemnianymi szybami i specjalnymi tablicami rejestracyjnymi. Nie mogła pojąć, co taka kobieta jak Catalina Moncada robi, siedząc na zapomnianym przystanku autobusowym i słuchając problemów nieznajomej.
Catalina wstała, opierając się na lasce.
„Julián, ta młoda kobieta jest z nami”.
Mariana gwałtownie poderwała się na równe nogi.
„Nie, nie mogę. Nawet jej nie znam”.
Catalina uśmiechnęła się ze spokojem, który nie wymagał żadnego pozwolenia.
„Twój mąż myślał, że zostawił cię z niczym”.
a. Nie wie, że zostawił cię siedzącą obok najbogatszej kobiety w tym mieście.