Mariana myślała, że to żart, dopóki Julián nie otworzył drzwi i ponownie nie nazwał jej „Panią Moncada”. Wtedy przypomniała sobie, że widziała to nazwisko w starych gazetach, na budynkach, w kampaniach charytatywnych: Grupo Moncada, Fundación Moncada, stypendia Moncada.
Catalina była właścicielką jednej z największych firm tekstylnych w Meksyku, zanim wycofała się z życia publicznego z powodu ślepoty.
Dom, do którego dotarli, nie wyglądał jak dom, a raczej jak stara rezydencja w Coyoacán, z bugenwillami, kamiennymi podłogami i cicho poruszającą się obsługą. Mariana dostała wodę, ciepłe jedzenie, suche ubrania i bezpieczny pokój, w którym mogła zamknąć drzwi od środka.
Podczas kolacji Catalina nie naciskała na nią. Poprosiła tylko o pozwolenie na wezwanie prawnika.
„Nie chcę mieć kłopotów” – wyszeptała Mariana.
„Już masz kłopoty” – odpowiedziała Catalina. Różnica polega na tym, że teraz nie jesteś sama.
Następnego dnia pojawiła się prawniczka Ángela Robles z teczką i pragmatycznym tonem. Wyjaśniła, że zabranie jej pieniędzy, izolowanie jej, porzucenie w niebezpiecznym miejscu i kontrolowanie jej ruchów można uznać za przemoc ekonomiczną i psychiczną.
Mariana chciała bronić Rodriga.
„Nigdy mnie nie uderzył”.
Wyraz twarzy Ángeli się nie zmienił.
„Nie wszystkie ciosy zostawiają siniaki”.
To zdanie prześladowało ją przez cały dzień.
Dzięki nowemu telefonowi Mariana odzyskała swoje konta. Znalazła e-maile, obciążenia, wypłaty i przelewy, których nigdy nie autoryzowała. Rodrigo opróżnił prawie wszystkie ich wspólne oszczędności. Zapłacił za kolacje w Polanco, noclegi w hotelach w Santa Fe i drogie prezenty w sklepie jubilerskim.
Na kilku fakturach widniało nazwisko: Fernanda Luján.
Była szefową Rodriga.
Mariana poczuła mdłości.
Catalina, siedząca naprzeciwko niej, słuchała wszystkiego bez przerywania. W końcu powiedziała:
„Mężczyźni tacy jak Rodrigo nie tylko niszczą. Oni też kalkulują. Dlatego trzeba reagować dowodami, a nie łzami”.
W ciągu kolejnych dni Mariana rozmawiała z terapeutką z Fundacji Moncada. Po raz pierwszy zrozumiała, że nie jest niezdarna, przesadna ani bezużyteczna. Rodrigo nauczył ją wątpić w siebie, żeby nigdy nie odważyć się odejść.
Prawnik przygotował pozew rozwodowy, raport policyjny i zamrożenie konta bankowego. Tymczasem Catalina zrobiła coś, czego Mariana się nie spodziewała.
Zabrała ją do butiku.
„W sobotę jest gala charytatywna” – oznajmiła. „Rodrigo będzie gościem sponsorującym firmę swojego kochanka”.
Mariana zbladła.
„Nie mogę znieść jego widoku”.
„Nie zobaczysz go jako porzuconej żony” – powiedziała Catalina. „Idziesz ze mną, jako mój gość honorowy”.
„Dlaczego miałby to dla mnie zrobić?”
Catalina zdjęła okulary przeciwsłoneczne. Jej zamglone oczy zdawały się patrzeć głębiej niż ktokolwiek inny.
„Bo 40 lat temu ktoś też mnie zostawił na ulicy. I nikt mi nie uwierzył”.
W sobotni wieczór Mariana weszła do sali balowej hotelu przy Reforma Avenue w szmaragdowozielonej sukni, z upiętymi włosami i ręką Cataliny na ramieniu.
Rozmowy stopniowo ucichły.
A na końcu sali balowej, obok Fernandy Luján, Rodrigo ją zobaczył.
Szklanka wypadła mu z ręki i roztrzaskała się o podłogę.
CZĘŚĆ 3
Rodrigo potrzebował kilku sekund, żeby zareagować. Najpierw otworzył usta, jakby zobaczył ducha. Potem spojrzał na Fernandę, potem na Catalinę, a potem z powrotem na Marianę. Jego twarz zmieniła wyraz z zaskoczenia na gniew, a potem na strach.
Podszedł do nich z fałszywym uśmiechem.
„Mariana, kochanie. Dzięki Bogu”. Szukałem cię jak szalony.
Mariana poczuła, jak jej ciało kurczy się, jak zawsze. Przez lata ten głos wystarczał, by spuścić wzrok. Ale Catalina delikatnie ścisnęła jej dłoń.
„Oddychaj” – mruknęła. „Już nie jesteś na tym przystanku autobusowym”.
Rodrigo próbował ją przytulić, ale Catalina zrobiła krok naprzód.
„Czy to ty jesteś tym mężczyzną, który porzucił mojego gościa na przystanku autobusowym, bez pieniędzy, bez telefonu i bez możliwości powrotu do domu?”
Cisza zapadła w pokoju niczym stłuczone szkło.