Rozdział 5: Architektura Sprawiedliwości
Trzeciego dnia w szpitalnej sali unosił się zapach drogich lilii i sterylnych chusteczek nasączonych alkoholem.
Telewizor został wyłączony. Widziałam już dość. Rynki finansowe zareagowały gwałtownie na upadek Drayke’a; ich akcje zostały wycofane z obrotu giełdowego, zarząd masowo podał się do dymisji, a Sienna Rowley wydała publiczne oświadczenie za pośrednictwem swojego rzecznika, stanowczo dystansując się od „przestępczych elementów” w życiu Nicka. To była rzeź o poetyckich, druzgocących rozmiarach.
Siedziałam oparta o poduszki, z bólem fizycznym stępionym przez leki, wpatrując się przez okno w panoramę Stonebridge. Deszcz w końcu ustał, pozostawiając szklane budynki lśniące niczym ostre noże w bladym porannym słońcu.
Ciężkie drzwi otworzyły się i wszedł Lucien. Przyniósł filiżankę czarnej kawy i usiadł w skórzanym fotelu obok mojego łóżka. Przez długi czas żadne z nas się nie odzywało. Po prostu trwaliśmy w cichej powadze prawdy.
„Założyłem ślepy fundusz powierniczy dla dzieci” – powiedział w końcu Lucien niskim, jednostajnym głosem. „Fundusze są całkowicie nie do namierzenia, odporne na wszelkie procesy, jakie mogliby wszcząć pozostali poszukiwacze Nicka. Aster Ridge przeniesie cię do prywatnej, pilnie strzeżonej posiadłości na wybrzeżu, kiedy zostaniesz zwolniony”.
Odwróciłem głowę, żeby na niego spojrzeć. Na tego przerażającego, potężnego człowieka, który systematycznie niszczył spuściznę miliardera tylko po to, żeby zapewnić mi spokojny sen.
„Czego oczekujesz w zamian, Lucien?” – zapytałem cicho.