CZĘŚĆ KOŃCOWA
Premiera Centinela Alcázar odbyła się w holu Muzeum Soumaya, w obecności liderów biznesu i dziennikarzy. Na ekranie za sceną widniały złote drzwi i moje hasło, które stało się mottem firmy. Doña Leonor siedziała w pierwszym rzędzie, ubrana na biało. Mauricio rozmawiał ze swoim ojcem, ubrany w krawat w tym samym kolorze co sukienka, którą Jimena miała na sobie na kolacji.
Kiedy wszedłem z Renatą, kilka osób się odwróciło. Mauricio potrzebował trzech sekund, żeby mnie rozpoznać. Jego wyraz twarzy zmienił się, gdy zobaczył mój identyfikator: „Valeria Soria, prezes Brújula Ciberseguridad”.
„Nie masz prawa tu przychodzić i nas prowokować” – wyszeptał.
„Przyszedłem po swoje nazwisko”.
Don Arturo przejął mikrofon.
„Dziś wieczorem mój syn zaprezentuje system opracowany w celu ochrony danych naszych klientów”.
Mauricio wszedł na scenę. Mówił o wizji i talencie, jakby mógł ukryć kradzież eleganckimi słowami.
„Centinela Alcázar narodziła się dzięki miesiącom pracy” – powiedział. „Jesteśmy gotowi chronić najważniejsze sekrety Meksyku”.
Kiedy pojawił się pierwszy ekran, podszedłem na scenę z teczką Renaty.
„Ta prezentacja rzeczywiście narodziła się dzięki miesiącom pracy, ale nie dzięki panu Mauricio Alcázarowi. Jej oryginalna nazwa to Centinela Brújula i została stworzona przez zespół, którym kieruję”.
Mauricio się roześmiał.
„Moja była narzeczona projektuje obrazy cyfrowe, a po tym, jak odwołałem nasz ślub, postanowiła zająć się skomplikowanym projektem”.
Renata podłączyła komputer. Na ekranie wyświetliły się oryginalne zgłoszenie, e-maile z recenzjami, daty dostarczenia przed dniem, w którym Mauricio poprosił mnie o „prostą opinię”, oraz plik, który mu wysłałem, ufając mu.
„Nie musisz wierzyć w mój smutek” – powiedziałem. „Po prostu porównaj daty”.
Don Arturo zwrócił się do syna.
„Czy ma pan upoważnienie od tej firmy?”
„Dała mi je w ramach naszych planów ślubnych”.
Paula uniosła rękę z korytarza.