Ta dziewczyna walczyła teraz o życie za szybą.
„Mabel była leczona w tym szpitalu, kiedy miała cztery lata” – powiedział cicho. „Czyż nie?”
„Szpital nie chciał podać ci nazwiska” – wysapałem.
„Nie. Ale kiedy twoja córka podeszła do mojej w poczekalni i Nikki uśmiechnęła się po raz pierwszy od tygodni… – Przerwał. – Zacząłem
zastanawiać się, czy już mam odpowiedź”.
Za nami, przez otwarte drzwi, słyszałem cichy śmiech Mabel i cichszy śmiech Nikki. Dwie dziewczyny, które nie miały pojęcia, że coś niewidzialnego łączyło je od lat.
Roger powoli odetchnął. „Trochę poszperałem i miałem rację. Moja żona była dawczynią Mabel”.
Kobieta, która uratowała moją córeczkę, miała własną córkę. A ta dziewczynka walczyła teraz o życie za szybą.
„Po prostu najpierw chciałem, żebyś poznała prawdę”.
„Nie proszę Mabel o zrobienie testu na Nikki” – powiedział szybko Roger. „Lekarze o tym zadecydują. Potrzebowałam tylko, żebyś najpierw poznała prawdę.
Łzy popłynęły, zanim zdążyłam je powstrzymać. Spojrzałam w głąb korytarza i zobaczyłam, że Mabel wymknęła się z pokoju Nikki, żeby mnie znaleźć, przyciągnięta odgłosami dorosłych rozmawiających zbyt poważnie.
Zatrzymała się kilka kroków ode mnie, niepewna.
Uklękłam i wzięłam ją za małe dłonie. „Kochanie, pamiętasz cud, który sprawił, że poczułaś się lepiej, kiedy byłaś bardzo mała?”
Skinęła głową.
Płakałam na parkingu szpitalnym, ściskając kierownicę.
„To mama Nikki ci to dała. Dawno temu.” Zanim którekolwiek z nas się poznały.
Mabel spojrzała na drobną dziewczynkę trzymającą pana Króliczka. Jej twarz była zupełnie nieruchoma.
„Wtedy pan Króliczek zawsze należał też do niej” – wyszeptała.
***
Wyniki testów przyszły kilka dni później. Mabel nie była dawczynią. Dr Patel delikatnie wyjaśnił, że chociaż matka Nikki była kiedyś dawczynią kompatybilną dla Mabel, markery tkankowe nie przechodzą automatycznie z rodzica na dziecko.
Płakałam na parkingu szpitalnym, ściskając kierownicę.
Ale Roger zorganizował zbiórkę dawstwa w imieniu swojej żony i stałam obok niego na każdym wydarzeniu. Kilka tygodni później nieznajomy z drugiego końca kraju znalazł dawcę Nikki.
Dziewczynki stały się nierozłączne.
Minęły miesiące. Nikki wyzdrowiała i wróciła do domu.
Dziewczynki stały się nierozłączne, wymieniając się panem Króliczkiem między nocowaniami jak małą, zużytą koroną.
Pewnego wieczoru patrzyłam, jak śmieją się na dywanie, z królikiem między nimi, i Zrozumiałem coś, co nosiłem w sobie zbyt długo.
Życzliwość krążyła między naszymi rodzinami na długo, zanim ktokolwiek z nas dowiedział się o istnieniu innych.