„Bo sześciolatka wpada w furię?”
Mechanicznie włożył płaszcz Léi. Gérard siedział z kieliszkiem wina w dłoni, wpatrując się w dziewczynkę, jakby właśnie mu coś ukradła.
W samochodzie Léa milczała. Świąteczne lampki spływały po oknach. Rodziny wracały do domów, dzieci spały na tylnych siedzeniach, a w oknach migotały choinki. Mathieu czuł się, jakby jechał w świecie, który toczy się normalnie, podczas gdy jego własny właśnie się rozpadł.
Kiedy dotarli do mieszkania, nalał sobie letniej kąpieli.
„Kochanie” – powiedział cicho – „jeśli coś cię zaboli, możesz mi powiedzieć. Nigdy nie zostaniesz ukarana za prawdę”.
Léa skinęła głową, nie patrząc na niego.
Kiedy pomógł jej zdjąć czerwoną sukienkę i białe rajstopy, zobaczył ślady.
Musiał oprzeć się o zlew, żeby nie upaść.
To nie były siniaki z placu zabaw. Nie upadek. Nie wypadek. Wyraźne ślady, pozostawione tam, gdzie żaden dorosły nie powinien dotknąć ręką.
Wezbrała w nim surowa, zwierzęca wściekłość. Przez trzy sekundy wyobrażał sobie, jak wsiada z powrotem do samochodu, wyważa drzwi Françoise, miażdżąc uśmiech Gérarda, aż nic nie zostanie z tych kłamliwych ust.
Potem spojrzał na Léę.
Wpatrywała się w niego ze spokojnym strachem, jakby czekała, czy jego wyznanie nie uczyni świata jeszcze bardziej niebezpiecznym.
Więc Mathieu stłumił gniew. Owinął córkę miękkim ręcznikiem, przytulił ją mocno i został tam, aż jej drżenie ustało. Przeczytał jej trzy opowiadania, wszystkie o dzielnych zwierzętach uciekających przed wilkami. Kiedy w końcu zasnęła, z lisem przy brodzie, wyszedł do salonu i zawołał Norę.
Nora była najlepszą przyjaciółką Claire. Pielęgniarka pediatryczna w szpitalu dla kobiet i matek, była tam po pogrzebie, po papierkowej robocie, po nocach, kiedy Mathieu nie wiedział, jak wstać.
Odpowiedziała radośnie:
„Więc przetrwałaś Wigilię z klasą wyższą?”
„Nora…”
„Jedno słowo wystarczy”.
„Co się stało?”
Opowiedział. Krzesło. Szept. Znaki. Gérard. Milczenie rodziny. Po drugiej stronie Nora mu nie przerwała. Kiedy skończył, jego głos stał się zimny i stanowczy.
„Już idę. Nie oddzwaniaj. Nie chodź do nich. Niczego nie dotykaj. Poczekaj na mnie”.
Jego telefon natychmiast zawibrował. Julien.
„Mama płacze. Upokorzyłeś wszystkich. Stajesz się nie do zniesienia”.
Potem zadzwoniła Françoise. Raz. Dwa razy. Za trzecim razem odebrał.
„Co ci jest?” krzyknęła. „Gérard jest zrozpaczony. Zamieniłeś Boże Narodzenie w próbę”.
„Coś się stało z Léą”.
Cisza.
„Nie bądź śmieszna”.
„Zranił ją, mamo”.
Głos Françoise się zmienił. Stał się ostry i cięty.
„Nie ośmieliłabyś się szargać reputacji dobrego człowieka, bo nigdy nie zaakceptowałaś mojego szczęścia. Od śmierci Claire widzisz zło wszędzie”.
Zanim zdążył odpowiedzieć, Julien odebrał telefon.
„Posłuchaj mnie uważnie. Jeśli rzucisz takie oskarżenie bez dowodów, zniszczę cię. Jestem prawnikiem, Mathieu. Wiem, jak to działa. Powiedzą, że jesteś niezrównoważony, że manipulujesz córką, że nigdy nie przeżyłeś żałoby”.
Mathieu się rozłączył.
Kiedy Nora weszła z zapasowym kompletem kluczy, siedział na skraju kanapy z telefonem w dłoni, niezdolny do ruchu.
„Wybrali swoją stronę” – mruknął.
Nora położyła mu obie ręce na ramionach.
„Wybierz swoją, Léa. A teraz dzwoń na policję”.
Wybrał 17. Głos mu się kilka razy załamał, ale mówił. Przyjechał patrol, a za nim policjant specjalizujący się w sprawach nieletnich. Nie robili zamieszania. Słuchali, robili notatki i zadawali pytania z delikatnością, która bolała chyba bardziej niż brutalność. Léę zabrano na oddział medycyny sądowej dla dzieci, do cichego skrzydła szpitala, którego ściany pokryto rysunkami zwierząt.
Lekarka, dr Benali, cicho zwróciła się do Mathieu.
„Udokumentujemy wszystko. Dobrze zrobiłeś, przychodząc”.
Te sześć słów sprawiło, że miał ochotę zemdleć.
Następnego dnia Gérard został przesłuchany. Zaprzeczył wszystkiemu. Mówił o kruchym ojcu, wrażliwym dziecku, rodzinie rozdartej żałobą. Julien towarzyszył mu jako nieoficjalny doradca, wściekły, nienagannie ubrany w granatowy garnitur.
Rozpoczęła się wojna.
Françoise zostawiała wiadomości pełne szlochu i gróźb. Julien pilnie zażądał, aby Léa została zbadana, sugerując, że Mathieu nie nadaje się już do opieki nad nią. Gérard ze swojej strony milczał. Zbyt cicho. Jak człowiek czekający, aż pieniądze i reputacja przemówią same za siebie.
Praca w miejscu, które zajmowała.