Było dokładnie tak jak wcześniej. Ta sama brama, te same krzyki dzieci, te same zimne ściany. Nic się nie zmieniło… poza tym, że moja córka nie powinna już być częścią tego świata.
Stałam tam, sparaliżowana, nie mogąc złapać oddechu.
Wtedy opiekunka mnie rozpoznała. Zobaczyłam, jak zbladła.
„Proszę pani… przyszła pani…”
Jej głos drżał.
„Gdzie ona jest?” zapytałem.
Nie odpowiedziała od razu. Po prostu gestem wskazała mi, żebym poszedł za nią.
Każdy krok wydawał się nierealny. Korytarz wciąż pachniał środkami czystości, szafki były pokryte dziecięcymi rysunkami… To było jak spacer przez wspomnienie, którego nigdy nie mogłem zostawić za sobą.
Kiedy dotarliśmy do gabinetu dyrektora, przełożona zatrzymała się.
„Jest w środku” – wyszeptała.
Moja ręka powędrowała do klamki.