Nie odważyłem się otworzyć.
Bo gdyby to była prawda…
Wtedy wszystko, przez co przeszedłem przez ostatnie dwa lata…
Łzy, trumna, kondolencje…
to wszystko nic nie znaczyło.
A jeśli to nie była prawda…
to traciłem rozum.
Otworzyłem drzwi.
Dyrektor był tam, stał za biurkiem, blady na twarzy. A na krześle, odwrócona plecami, siedziała drobna postać.
Jej włosy.
Zaparło mi dech w piersiach.
„Odwróć się” – wyszeptałam, a głos mi się załamał.
Dziewczynka powoli odwróciła głowę.