I w tym momencie moje serce stanęło.
To była ona.
A przynajmniej… wyglądała dokładnie jak ona.
Te same oczy.
Ta sama blizna nad brwią.
Tak samo trzymała się za ręce, kiedy się bała.
„Mamo…” – wyszeptała.
Świat stanął na głowie.
Chwyciłam się ściany, żeby nie upaść.
„To niemożliwe…” – wyszeptałam.
Dyrektorka przemówiła, wyraźnie przytłoczona:
„Proszę pani… to dziecko przyszło dziś rano. Podaje pani nazwisko jako rodzica. Zna… bardzo osobiste szczegóły. My też ich nie rozumiemy”.
Dziewczynka powoli wstała.
„Przyszedłeś… Wiedziałam, że tak będzie…”
Jej oczy napełniły się łzami.