„Gdzie jest niebieski kubek mamy?” – zapytałam.
Shirley ciągle płucze truskawki. „Był obtłuczony, więc go wyrzuciłam”.
„Nie był obtłuczony”.
„Gdzie jest niebieski kubek mamy?”
Tata wszedł, a Shirley westchnęła. „Thomas, to był kubek”.
„To był kubek mamy” – powiedziałam.
Tata potarł czoło. „Proszę, nie rób tu z każdej drobnostki wojny. Wszyscy próbujemy się przedostać na drugą stronę”.
Wpatrywałam się w niego. „Jak? Pozwalając jej wymazać mamę?”
Zacisnął usta. „Dość”.
Po tym zdjęcie mamy z korytarza zniknęło. Następnego ranka wisiało na ścianie.
„Jak? Pozwalając jej wymazać mamę?”
Shirley uśmiechnęła się, kiedy ją skonfrontowałam. „Wycierałam kurz”.
Potem jej uśmiech zbladł. „Jesteś taka do niej podobna, kiedy się złościsz. Twojemu ojcu musi być ciężko widzieć jej twarz za każdym razem, gdy wchodzisz do pokoju”.
„Jestem ich córką”.
„Tak” – powiedziała cicho Shirley. „Wszyscy to widzą”.
„Jesteś taka do niej podobna, kiedy się złościsz”.
***
Potem ciągle znajdowała preteksty, żeby wejść do mojego pokoju. Dwa razy wyprosiła mnie z powodu „środków czyszczących”.
Potem przyłapałam ją przy sukience, z rozpiętym suwakiem.
Zatrzymałam się w drzwiach. „Co robisz?”
Shirley odwróciła się, wciąż trzymając jedną rękę na suwaku. „Sprawdzasz, czy nie ma moli”.
„W mojej szafie?”
„Twoja mama nie chciałaby, żeby jej praca została zniszczona”.
„Co robisz?”
„Nie mów o mojej matce”.
Zerknęła na sukienkę. „Naprawdę myślisz, że jesteś jej małą zastępczynią, prawda?”
Stanęłam między nią a szafą. „Wynoś się”.
Tej nocy powiedziałam tacie.
Stanął przy kuchennym blacie i jadł zimne resztki.
„Nie mów o mojej matce”.
„Była w moim pokoju” – powiedziałam. „Miała rozpiętą sukienkę mamy”.
Odłożył widelec. „Shirley próbuje pomóc”.
„Nie pomaga. Dotyka rzeczy, o których wie, że mnie ranią”.
„Straciła też Kathy”.
„Straciła przyjaciółkę. Ja straciłem mamę”.
Jego twarz się zmieniła, ale nie na tyle.
„Nie mogę tego zrobić dziś wieczorem” – powiedział.
„Straciła przyjaciółkę”.
Czekałam, aż sobie przypomni, że jest moim ojcem.
Nie przypomniał.
Więc poszłam na górę i zablokowałam drzwi.
***
Dwa tygodnie przed balem maturalnym odkleiła się jedna z rozetek mamy. Była malutka, ale płakałam, jakby cała sukienka się rozpadła.
Nie mogłam sama naprawić tej części mamy.
Nie tej części mamy.
Poszłam na górę i zablokowałam drzwi.
Następnego popołudnia Gary zawiózł mnie do krawiectwa pani Howard.
Gary był moim partnerem na balu maturalnym i partnerem na zajęciach z chemii na poziomie rozszerzonym. Był cichy, ostrożny i nigdy nie kazał mi tłumaczyć swoich uczuć.
W sklepie pani Howard pachniało parą i tkaniną.
Kiedy opowiadałam o rozecie, nie poganiała mnie.
„Moja mama to zrobiła” – powiedziałam. „Zanim umarła”.
Twarz pani Howard złagodniała. „Więc będziemy bardzo ostrożni, kochanie”.
„Zanim umarła”.
Pochyliła się nad dekoltem.
„To piękne rękodzieło” – mruknęła.
Potem znieruchomiała.
Gary to zauważył. „Proszę pani?”
Pani Howard spojrzała na mnie z sukienki. „Czy ktoś jeszcze to przyniósł?”
„Nie”.
„Może zdjęcia?”
Pokój się przechylił.
„Czy ktoś jeszcze to przyniósł?”
„Co masz na myśli, pho”
tos?”
“Jakiś miesiąc temu przyszła kobieta ze zdjęciami sukienki niemal identycznej jak ta. Ten sam kolor, ten sam gorset, te same kwiaty.”
Moje palce zacisnęły się na ladzie. “Czego chciała?”
“Kopię” – powiedziała pani Howard. “Dokładnie. Szybko przed balem maturalnym.”
Głos Gary’ego pozostał spokojny. “Zrobiłeś to?”
“Czego chciała?”
“Nie. Zapytałem, kto zrobił oryginał. Powiedziała, że to nie ma znaczenia.”
“Jak wyglądała?” – zapytał.
“Wysoka. Blondynka. Po czterdziestce. Droga torebka. Niecierpliwa.”
Nie powiedziałam imienia Shirley.
Nie musiałam.
Pani Howard dotknęła podszewki w talii. „Wiesz, twoja mama podpisała swoją pracę”.
„Powiedziała, że to nie ma znaczenia”.
„Co?”