Uniosła materiał.
Tam, cienką niebieską nitką, było K.
Kathy.
Przycisnęłam do niego palce i płakałam.
Gary po prostu stał obok mnie.
Uniosła materiał.
***
I tak nadszedł bal maturalny.
Prawie nie poszłam, ale stałam w swoim pokoju w tej sukience. Przez sekundę zobaczyłam mamę w swojej twarzy.
Potem zobaczyłam siebie, zmęczoną i złą, ale wciąż stojącą.
Dotknęłam maleńkiej niebieskiej K pod podszewką. „Nie zniknę, mamo”.
Na dole tata siedział z otwartą gazetą na kolanach.
Kiedy podniósł wzrok, jego twarz się załamała. „Delilah. Wyglądasz zupełnie jak twoja matka.
„Nie zniknę, mamo”.
Przez chwilę czekałam na więcej.
Wtedy Shirley zawołała z kuchni: „Miejmy nadzieję, że nie spędzi całej nocy płacząc jak ona”.
Tata wzdrygnął się.
Spojrzałam na niego. „Powiedz coś”.
Spuścił wzrok. „Shirley, proszę”.
Shirley pojawiła się w drzwiach, wycierając ręce w ręcznik. „Nie chcesz się spóźnić”.
„Shirley, proszę”.
„Nie” – powiedziałam, podnosząc kopertówkę. „Nie chcę”.
Kiedy Gary przyszedł, jego uśmiech zniknął w chwili, gdy mnie zobaczył.
„Za dużo tego?” – zapytałam.
Pokręcił głową. „Pięknie”.
***
Na balu maturalnym prawie normalnie oddychałam.
Sarah znalazła nas przy stole z ponczem. „Delilah, ta sukienka jest przepiękna. Czy to vintage?
„Czy to nie za dużo?”
„Moja mama to zrobiła”.
Jej twarz złagodniała.
Gary podał mi poncz. „Byłaby dumna”.
Potem boczne drzwi się otworzyły, żeby wejść do środka jako opiekunowie rodziców.
Odwróciłam się, szukając taty.
Zamiast tego zobaczyłam Shirley.
„Byłaby dumna”.
Kubek wyślizgnął mi się z ręki.
Shirley weszła w mojej sukience.
Ten sam brudnoróżowy materiał. Ten sam gorset. Te same rozety. Brakowało tylko maleńkiego niebieskiego K mamy.
Rodzic wyszeptał: „To jej matka?”
Ktoś z uczniów odpowiedział: „Nie. To jej macocha”.
Sarah otworzyła usta ze zdumienia. „Skopiowała to”.
Shirley weszła w mojej sukience.
Shirley sunęła w moim kierunku, a tata podążał za nią.
„Och, Delilah” – powiedziała głośno. „Spójrz na nas. Pasujemy do siebie.”
Zmusiłam się do mówienia. „Skopiowałaś sukienkę mamy”.
Pochyliła się. „Nie masz prawa do smutku, kochanie”.
„Jak mogłaś to zrobić?”
„Myślałaś, że dziś wieczorem będziesz wyjątkowa. Jestem tu, żeby pokazać ci, że jesteś zwyczajna”.
„Nie masz prawa do smutku, kochanie”.
Odwróciłam się do taty. „Powiedz jej”.
Spojrzał na Shirley, a potem na podłogę. „Nie tutaj, Delilah”.
„Ukradła ostatni prezent mamy”.
„Proszę, mów ciszej” – syknął tata.
Odwróciłam się w stronę wyjścia.
Gary złapał mnie za łokieć. „Nie znikaj”.
„Ukradła ostatni prezent mamy”.
Zamarłam.
Głos mamy powrócił.
Spojrzałam na Shirley, a potem na scenę.
„Wszyscy się gapią” – wyszeptałam.