CZĘŚĆ 1
E-mail od jej matki dotarł w czwartek po południu, pomiędzy dwoma sprawami o korupcję publiczną, z nakazem nieuczestniczenia w gali, na której planowała zabłysnąć jej własna siostra.
Camille przeczytała wyrok trzy razy, nie ruszając się z miejsca.
„Pańska obecność byłaby niestosowna, biorąc pod uwagę obecną sytuację”.
Jej sytuacja.
Tak właśnie jej rodzina nazywała jej zawód, odkąd odeszła z prestiżowej kancelarii prawnej w 8. dzielnicy, aby zostać sędzią w prokuraturze finansowej. Wcześniej jej matka wymawiała „Delorme & Associates” tak, jakby chwaliła się nowym pierścionkiem. Teraz mówiła „sąd” tym samym tonem, którym inni mogliby nazwać „kłopoty”.
Na jej biurku w Paryżu piętrzyły się stosy transkryptów, protokoły z przesłuchań, tabele podejrzanych przelewów i notatka od jej urzędnika: „Akta Lefèvre’a — patrz Załącznik 4”. Camille pracowała nad sprawą dotyczącą sfałszowanych kontraktów publicznych, wybranych urzędników, firm-słupów i nazwisk, które często widywało się na przyjęciach koktajlowych, gdzie nikt nie mówił zbyt głośno.
Jej telefon zawibrował.
Léa.
„Czy mama do ciebie pisała?”
Camille wpatrywała się w ekran.
Pojawiła się kolejna wiadomość.
„Proszę, nie przychodź w sobotę. To wydarzenie w szpitalu Necker jest dla mnie kluczowe. Będzie tam Claire de Beaumont ze swoimi kontaktami. Nie mogę sobie pozwolić, żeby moja siostra prokurator wpędzała wszystkich w zakłopotanie”.
Camille odpowiedziała po prostu:
„Gratulacje z organizacji. Mam nadzieję, że wydarzenie okaże się sukcesem”.
Odpowiedź nadeszła natychmiast.
„To nie jest odpowiedź. Obiecaj mi, że nie przyjdziesz”.
Camille odłożyła słuchawkę i wzięła głęboki oddech. Słyszała, jak oskarżeni jej grozili, prawnicy ją wyśmiewali, świadkowie się załamywali. Ale nic nie bolało tak, jak ten grzeczny strach przed własną rodziną.
Potem pojawiła się ostatnia wiadomość.
„Wybrałaś przestępców zamiast rodziny. Pozwól przynajmniej tym, którzy podjęli właściwe decyzje, iść dalej”.
Camille pozostała nieruchoma.
Paris przez okno wyglądał szaro, zimno, niemal metalicznie.
Potem wróciła do rozmowy, o której pozornie tylko zapomniała.
Claire de Beaumont.
Jej była współlokatorka w Assas. Jej najlepsza przyjaciółka. Ta, która płakała z nią nad rozdawnictwem aktów prawa administracyjnego, dzieliła się zimnymi kanapkami o 2 w nocy i pierwsza zadzwoniła do Camille, gdy otrzymała groźby po drażliwym akcie oskarżenia.
Camille napisała:
„Twoje zaproszenie na sobotę jest nadal aktualne?”
Odpowiedź nadeszła w niecałą minutę.
„Oczywiście. Będę czekać na ciebie przy moim stoliku”.
Camille patrzyła na ekran, a potem zapytała:
„Czy moja rodzina wie, że się znamy?”
Claire odpowiedziała:
„Nie. Dlaczego?”
Camille zamknęła oczy.
Bo w sobotę, w pokoju pełnym ludzi, których jej rodzina uważała za lepszych od niej, prawda miała wyjść na jaw.
CZĘŚĆ 2
W sobotni wieczór Camille przybyła do Hôtel de Crillon w prostej, niemal surowej, granatowej sukience. Hol lśnił żyrandolami, szampanem i perfekcyjnie wyćwiczonymi uśmiechami.
Léa zobaczyła ją pierwsza.
Kieliszek szampana zawisł tuż nad jej ustami.
„Co ty tu robisz?” wyszeptała, przechodząc przez hol.
„Zostałam zaproszona”.
„Przez kogo? Nie kłam, Camille. To nie jest trybunał”.
Zanim Camille zdążyła odpowiedzieć, przez zgiełk przebił się wyraźny głos.
„Camille!”
Claire de Beaumont rozdzieliła tłum i objęła ją na oczach wszystkich. Nie był to uprzejmy uścisk. Prawdziwy uścisk.
„Wyglądasz wspaniale. Tak się cieszę, że tu jesteś”.
Léa zbladła.
Claire odwróciła się do niej ze spokojnym uśmiechem.
„Léa, nigdy mi nie mówiłaś, że Camille jest twoją siostrą. To zabawne, przetrwałyśmy razem pięć lat studiów prawniczych”.
Natychmiast podszedł mężczyzna. Étienne de Beaumont, poseł i przewodniczący komisji wsparcia, wziął Camille za rękę.
„Maître Morel, nareszcie. Claire często o tobie mówi. Twoja praca nad sprawą Varenne’a zrobiła na wielu ludziach duże wrażenie”.
Kilku gości wokół nich się odwróciło.
Kobieta wyszeptała:
„Czy to sędzia z prokuratury finansowej?”
Léa milczała.
W tym momencie ich matka weszła do holu, zobaczyła Camille u boku Claire i zdała sobie sprawę, że zażenowanie, którego się obawiała, może nie pochodzić od córki.
CZĘŚĆ 3
Madeleine Morel pojawiła się w garniturze w kolorze kości słoniowej, z wysoko uniesioną brodą i wzrokiem utkwionym w poszukiwaniu odpowiednich osób. Trzymała pod rękę swojego męża, Gérarda, byłego agenta ubezpieczeniowego, ostrożnego mężczyznę, który zawsze mylił bezpieczeństwo z sukcesem. Od trzech lat pytał Camille, kiedy „wróci do prawdziwego prawa”, jakby rewizje, akty oskarżenia i ofiary defraudacji były jedynie nieco wstydliwym etapem.
Kiedy Madeleine zobaczyła córkę na środku sali, obok Claire de Beaumont i posła, jej uśmiech zamarł.
Mimo to ruszyła naprzód.
„Camille, co za niespodzianka”.