Uniosłam kieliszek wina i powoli upiłam łyk. Kilka minut później kelner nachylił się do mnie.
„Pytali, czy pani Miller z apartamentu na ostatnim piętrze zechciałaby ulepszyć ich plan posiłków”.
Spojrzałam w stronę drzwi, przez które moja rodzina właśnie wyszła upokorzona.
„Nie” – powiedziałam cicho. „Dają sobie radę”.
I po raz pierwszy w życiu mówiłam serio.
Następnego dnia znaleźli mnie przy basenie tylko dla dorosłych. Mama stała nad moim leżakiem ze skrzyżowanymi rękami.
„Jak mogłaś nam to zrobić, Millie?”
Powoli zamknęłam książkę.
„Nie jestem pewna, co masz na myśli”.
Vanessa warknęła:
„Nie udawaj głupiej. Obniżyłaś standard naszych pokoi. Anulowałaś wszystko. Ludzie się na nas gapią”.
No i stało się. Nie żałowali, że mnie zranili. Byli zawstydzeni. Spojrzałam na nich spokojnie.
„Wzięliście urlop, za który zapłaciłam, wyprosiliście mnie SMS-em, powiedzieliście wszystkim, że jestem zbyt zajęta i usunęliście mnie z czatu rodzinnego. A teraz myślicie, że to wy wyglądacie śmiesznie?”
Mama zbladła. Vanessa prychnęła:
„Pieniądze nie dają klasy”.
„Masz rację”, powiedziałam. „Ale można za nie kupić bilety, pokoje z balkonem, obiady ze stekami i wycieczki”.
Zatrzymałam się.