„Tak”.
„To dlaczego mnie nie chce?”
Pytanie przeszyło Claire. Meduzy kontynuowały taniec za szybą, obojętne i piękne, podczas gdy twarz jej córki się skrzywiła.
„To nie dlatego, że zrobiłaś coś złego” – powiedziała Claire. „Ty i Jules nie zrobiliście nic złego”.
„Czy ciocia Sophie już nas nie kocha?” – zapytał Jules, a usta mu drżały.
Antoine pochylił się i wziął syna w ramiona.
„Oczywiście, że kocha, moja droga. Ale dorośli czasami podejmują złe decyzje”.
Manon płakała teraz bezgłośnie.
„Wybrałam niebieską sukienkę” – wyszeptała.
To zdanie złamało Antoine’a.
Wrócili do domu wcześniej niż się spodziewali. W samochodzie nikt się nie odzywał. Jules wąchał rekina. Manon, skulona w płaszczu, patrzyła przez okno na mijające ulice Paryża, jakby było jej zimno.
Od środka.
W domu Claire ułożyła dzieci na sofie z kocami, kreskówką i gorącą czekoladą. Antoine pocałował je w czoło, a potem poszedł do swojego gabinetu.
Godzinę później telefon Claire zaczął nieustannie wibrować. Dzwoni Sophie. Od Nicole. Od Hugo. Wiadomości się piętrzą.
Sophie: Co zrobił Antoine? Marc właśnie dostał telefon z Grupy Montaigne. Umowa została anulowana. Mówią o „niezgodnych wartościach rodzinnych”. Odpowiedz mi.
Nicole: To potworne. Twój mąż niszczy twoją siostrę przez problem z dziećmi.
Hugo: Claire, powiedz mi, że to nieprawda.
Claire weszła do gabinetu Antoine’a. Siedział przed komputerem, spokojny, wręcz zbyt spokojny. Na ekranie wyświetlała się wymiana e-maili z logo Groupe Montaigne, dużego funduszu inwestycyjnego w nieruchomości, o którym Sophie mówiła od miesięcy, ponieważ firma jej męża Marca miała nadzieję na duży projekt renowacji biura w Issy-les-Moulineaux.
„Antoine, co zrobiłeś?”
Spojrzał na nią.
„Zerwałem umowę partnerską”.
„Jaką umowę partnerską?”
„Tę, którą firma Marca negocjowała z Groupe Montaigne”.
Claire zamarła.
„Możesz to zrobić?”
Antoine cicho zamknął laptopa.
„Jestem większościowym udziałowcem od czterech lat”.
Wpatrywała się w niego oszołomiona.
„Nigdy mi nie mówiłeś”.
„Wiesz, że inwestuję w kilka firm. Nie afiszuję się ze wszystkim, zwłaszcza gdy nie ma to wpływu na nasze codzienne życie”. Ale dzisiaj miało.
„Anulowałaś ogromny kontrakt, bo Sophie nie zaprosiła Manon i Julesa?”
Wyraz twarzy Antoine’a pociemniał.
„Nie. Odmówiłem powierzenia kilku milionów euro ludziom, którzy potrafią traktować moje dzieci jak rekwizyty wyjęte ze zdjęcia, bo psują estetykę”.
Claire nie odpowiedziała. Część jej była zszokowana. Inna, głębsza część, wyobrażała sobie Manon przed meduzą, zastanawiającą się, czy jej ciotka już jej nie kocha.
„Powiedzą, że posunęłaś się za daleko” – westchnęła.
„Już mówią. Bo nie stali z nami przed tym niebieskim oknem”.
Pierwszy telefon, który odebrała Claire, był od Sophie.
„Zwariowałaś?” – krzyknęła jej siostra. „Czyś ty kompletnie oszalała? Marc właśnie stracił największy kontrakt w swojej karierze!”
„Cześć tobie też”.
„Nie rób sobie żartów! Wiesz, co to oznacza? Miesiące pracy, planowane zatrudnienia, nasz kredyt hipoteczny, prywatna szkoła Léi… Właśnie zmarnowałaś to wszystko dla imprezy urodzinowej!”
Claire poczuła, jak jej głos robi się lodowaty.
„Moje dzieci płakały dziś w akwarium, bo zdały sobie sprawę, że ciotka je wykluczyła. Dla ciebie to tylko impreza. Dla nich to było miejsce w rodzinie”.
„To nieproporcjonalne!”
„Oczywiście, że tobie to nie wydaje się proporcjonalne. To nie twoje dzieci pytały, czy już nie są kochane”.
Sophie zaczęła płakać, ale gniew wciąż ją ogarniał.
„Pozwolisz, żeby twój mąż nas tak upokarzał?”
„Antoine podejmuje decyzje zawodowe. Ja akceptuję twoje”.
„Obrzydzasz mnie”.
„Obrzydza mnie to, że uważałaś, że temat imprezy jest wart więcej niż serca dwójki dzieci”.
Sophie się rozłączyła.
Przez dwa dni rodzina była rozdarta. Nicole mówiła o skandalach, okrucieństwie i „zemście bogaczy”. Philippe, ich ojciec, nieśmiało próbował wszystkich uspokoić, ale nawet on zapytał Antoine’a, czy nie mógł „dać jakiegoś ostrzeżenia, zanim uderzył tak mocno”. Hugo zorganizował kryzysowy lunch, na który Claire odmówiła udziału. Nie chciała już siedzieć przy stole tylko po to, by usłyszeć, że powinna była nauczyć dzieci, jak znosić to w milczeniu.
W poniedziałek wieczorem Sophie zadzwoniła do drzwi.
Była sama. Bez Marca. Bez Léi. Jej beżowy płaszcz przemókł deszcz, tusz do rzęs spływał jej pod oczy i po raz pierwszy od dawna nie wyglądała jak idealna, kontrolująca siostra. Wyglądała jak kobieta, która właśnie zobaczyła swoje odbicie i nie spodobało jej się to, co zobaczyła.
„Mogę wejść?” zapytała ochrypłym głosem.
Claire zawahała się, a potem odsunęła się.
Usiedli w salonie. W sąsiednim pokoju Manon i Jules bawiły się cicho, obserwowane przez Antoine’a.
Sophie spojrzała na zdjęcia wiszące na ścianie: Manon bezzębna na plaży w Deauville; Jules na ramionach Antoine’a; trójka kuzynów wystrojona na Boże Narodzenie w zeszłym roku. Jej twarz się ściągnęła.
„Przyszłam przeprosić” – powiedziała.
Claire nie odpowiedziała od razu.
„Z powodu kontraktu?”
Sophie pokręciła głową, a w jej oczach już zbierały się łzy.
„Nie. No cóż… na początku tak. Byłam spanikowana, wściekła, upokorzona”. Myślałam, że Antoine to potwór, że go popchnęłaś, że chcesz nas ukarać. A potem Léa zapytała mnie, dlaczego Manon nie wysłała jej wiadomości po imprezie. Powiedziała mi:
„Mamo, czy oni byli naprawdę zajęci? Bo szkoda, że ich tu nie było”. Nie wiedziała.
Claire poczuła, jak jej serce bije szybciej.