Potem zapytała:
„Żebym mogła wrócić na basen, jak już wyzdrowieję?”
Wszyscy się śmiali.
Nawet Camille, przez łzy.
„Tak” – odpowiedział lekarz. „Ale na razie nie ma mowy o skokach do wody na poziomie olimpijskim”.
W następnym tygodniu praktycznie zamieszkałam z siostrą.
Przygotowałam leki.
Zrobiłam zakupy spożywcze.
Zapełniłam jej lodówkę zupami, jogurtami, kompotami i gotowymi daniami, których nie musiała gotować.
Towarzyszyłam Inès na wizytach kontrolnych.
Odbierałam Léę ze szkoły, kiedy Camille nie miała już sił, żeby wychodzić.
Po raz pierwszy od dawna przestałyśmy z siostrą udawać, że damy radę same.
Pewnego wieczoru, kiedy dziewczynki zasnęły na kanapie, oglądając kreskówki, Camille usiadła ze mną przy kuchennym stole.
Trzymała kubek zimnej kawy.
„Wiesz, dlaczego ci nie powiedziałam?” – zapytała.
Pokręciłam głową.
„Bo gdybym powiedziała to na głos, stałoby się to rzeczywistością. Więc działałam dalej. Umawiałam się na spotkania. Podpisywałam dokumenty. Odpisywałam na e-maile. Robiłam pranie. Sprzątałam kuchnię. Powtarzałam sobie, że jeśli będę się ciągle ruszać, nie będę miała czasu się przewrócić”.
Spojrzałam na nią znad filiżanki.