Za czysty.
Biały bandaż, starannie założony, z tą zimną, kliniczną precyzją szpitali.
A pod spodem, widoczne z boku, małe nacięcie zaszyte szwami.
Skóra wokół niego była wciąż różowa.
To nie było zadrapanie.
To nie był upadek na szkolnym boisku.
To nie był zwykły wypadek.
To było niedawno.
To było precyzyjne.
To ktoś zrobił.
„Inès” – zapytałam, starając się mówić tak spokojnie, jak to możliwe – „upadłaś?”.
Gwałtownie pokręciła głową.
Nie.
„Boli cię?”.
Przełknęła ślinę.
Jej oczy napełniły się łzami.
Potem pochyliła się do mnie i wyszeptała tak cicho, że prawie mogłam odczytać z ruchu warg:
„To nie był wypadek”.
Ścisnęło mnie w żołądku.
„Kto ci to zrobił?” – zapytałam.