„Myślisz, że one kiedykolwiek naprawdę nas kochały?”
Pomyślałem o ziemi w ustach. Pomyślałem o dźwięku pękającego lodu. A potem spojrzałem
Spojrzał na nią – na życie, które zbudowała, na dobroć, którą emanowała.
„Kochali władzę, jaką nad nami mieli” – powiedziałem. „Ale to nie jest miłość. Miłość to coś, co sprawia, że skaczesz do wody, gdy ktoś inny tonie”.
Skinęła głową, zadowolona, i zanurzyła palce u stóp w wodzie. Woda była ciepła, czysta i całkowicie bezpieczna.
Nie jesteśmy już Blackwoodami. Zmieniliśmy nasze nazwiska na Ellison, z błogosławieństwem Marka – nie dlatego, że stał się nową ojcowską postacią, ale dlatego, że jego imię reprezentowało moment, w którym cykl okrucieństwa został wreszcie, nieodwracalnie przerwany.
Zima się skończyła. Lód stopniał. I po raz pierwszy od pokoleń linia rodowa jest wreszcie, pięknie miękka.
EPILOG: Gdy słońce zachodziło nad górami, spojrzałem na zdjęcie w telefonie przedstawiające rozbiórkę starej chaty. Brzozy odrastały, zakrywając blizny na ziemi. O niektórych rzeczach trzeba zapomnieć, a z niektórych trzeba wyrosnąć. Schowałem telefon i wziąłem córkę za rękę. Odeszliśmy od wody, razem, i ani razu się nie obejrzeliśmy.