Jak człowiek, który przez lata nosił w sobie coś zbyt ciężkiego.
— Powinienem był powiedzieć ci prawdę dawno temu.
Marek wyglądał, jakby zaraz miał stracić przytomność.
— Jaką prawdę?
Teresa podeszła szybko.
— Dosyć tego.
Andrzej pierwszy raz od lat podniósł na nią głos.
— NIE.
Cały stół zamilkł.
Lena zobaczyła wtedy coś dziwnego.
Teresa…
się przestraszyła.
Naprawdę.
Nie wyglądała już jak pewna siebie kobieta kontrolująca wszystkich przy stole.
Wyglądała jak ktoś, komu właśnie zaczyna walić się całe życie.
Andrzej spojrzał na Marka.
— Lena nie była pierwszą kobietą, którą twoja matka próbowała usunąć z twojego życia.
Marek pobladł.
— Co?
Teresa zaczęła kręcić głową.
— Nie słuchaj go.
Ale Andrzej ciągnął dalej.
— Pamiętasz Anitę?
Marek zamarł.
Anita.
Jego narzeczona sprzed lat.
Ta, która nagle zerwała zaręczyny i wyjechała bez słowa osiem lat wcześniej.
Marek zawsze uważał, że go zdradziła.
Teresa sama mu to powiedziała.
„Widziałam ją z innym.”
Andrzej wyjął z kieszeni stary telefon.
— Bo twoja matka powiedziała jej, że jesteś bezpłodny i że nigdy jej nie pokochasz naprawdę.
Marek patrzył na matkę z czystym przerażeniem.
— Mamo…?
Teresa zaczęła płakać.
Ale to nie był płacz skruchy.
To był płacz człowieka, który traci kontrolę.
— Chciałam cię chronić!
— Przed czym?! — wrzasnął Marek.
Teresa wskazała na Lenę.
— Takie kobiety niszczą mężczyzn!
Lena prawie parsknęła śmiechem.
„Takie kobiety.”
Boże.
Nawet teraz nie potrafiła powiedzieć nic normalnego.
Marek cofnął się powoli.
Jakby nagle zobaczył matkę pierwszy raz w życiu.
— Ty… zniszczyłaś moje życie.
— Wszystko robiłam dla ciebie!
— NIE!
Pierwszy raz krzyknął na nią naprawdę.
Teresa zamilkła.
A Lena zobaczyła coś jeszcze dziwniejszego.
Ulga.
Na twarzy Andrzeja.
Jakby czekał na ten moment od lat.
Marek odwrócił się do Leny.
Oczy miał czerwone.
— Ty wiedziałaś?
— Od trzech dni.
— Dlaczego nic nie powiedziałaś wcześniej?